Baśnie wRóże | Odkrywanie własnych możliwości i potrzeba brokatu
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
1933
post-template-default,single,single-post,postid-1933,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Odkrywanie własnych możliwości i potrzeba brokatu

Odkrywanie własnych możliwości i potrzeba brokatu

Ostatnio zaniedbałam pisanie na blogu, chociaż zgodnie z tym, co promuje Krzysia Bezubik, piszę codziennie. Najczęściej trzymam się baśniowych fabuł, ale tym razem postanowiłam podzielić się moimi wrażeniami z ostatnich zajęć w Collegium Reginae Hedvigis, których finał okazał się dla mnie dość zaskakujący.

Z Collegium Reginae Hedvigis współpracuję już trzeci rok. Zajęcia skierowane są do dziewczynek w wieku 6-8 lat i odbywają się raz w miesiącu. W tym roku cykl realizowany jest pod hasłem – Być jak orzeł. Temat sobotnich zajęć brzmiał: Moje możliwości. Zaczęłyśmy tradycyjnie od dokończenia zdania w kręgu. Dziewczynki rozwijały zdanie: Moją największą zaletą jest... Nigdy do niczego nie zmuszam. Jeżeli którejś z uczestniczek nic nie przychodzi do głowy, może zrezygnować z odpowiedzi. Rzadko kiedy tak się dzieje. Tym razem ponad połowa dziewczynek nie potrafiła określić tego, co w sobie ceni. Wiem, że osobom dorosłym łatwiej mówić o swoich wadach, niż zaletach. Nie sądziłam jednak, że będzie to również dotyczyło dzieci.

Gdy rozmawiałyśmy o zaletach Polaków, odpowiedzi pojawiło się znacznie więcej. Okazało się, że według dziewczynek Polacy są gościnni i odważni. Jedna z uczestniczek podała nawet oszczędność, jako cechę Poznaniaków. Za gościnne i odważne uważała się większość. Z oszczędnością było gorzej. Następnie dziewczynki wyobrażały sobie siebie jako zwierzęta i określały, co je z nimi łączy. Ku mojemu zdumieniu były to głównie… dzikie konie. Pojawiła się także małpa, królik i szynszyla. Planując warsztaty, myślałam raczej o lwach, orłach, czy sowach. Zupełnie niesłusznie. Dzikie konie i małpy są przecież pełne energii, a szynszyle oraz króliki bywają wyjątkowo miłe. Nie zabrakło baśni, będącej ważną częścią każdego spotkania. Tym razem była to przypowieść o skromnym ptaku, który pomimo swych szarych piór miał do zaoferowania kolorowym ptakom wielkie serce i życzliwość.

W ramach dwugodzinnego spotkania przeplatały się zabawy i gry, które ujawniały tak indywidualne, jak i wspólne cechy grupy. Dzieci analizowały między innymi swoje imiona. Dociekały, co one o nich mówią i z czym im się im kojarzą. Następnie tworzyły obrazy swoich imion. Rysunki były bardzo różnorodne. Pojawiały się na nich elementy związane ze światłem, miłością i delikatnością. Jedna z dziewczynek, znając legendę o osobie, której imię nosi, umieściła na kartce miecz. Imienniczka polskiej królowej narysowała koronę. Na jednym z obrazków znalazła się nawet polska flaga. Autorka wyjaśniła, że jej babcia żartuje, przekręcając jej imię i zamiast Pola, mówi Polska.

Kiedy, przed realizacją pracy plastycznej, przerzucałyśmy się „wielką parzącą skarpetą”, za każdym rzutem wypowiadając na głos to, co jest w nas wartościowe, każda z dziewczynek potrafiła wymienić od pięciu do siedmiu przykładów. Końcową realizacją spotkania była kreatywna wizytówka. Entuzjazm przekroczył moje wszelkie oczekiwania. Przyznaję jednak, że był częściowo spowodowany zakupem brokatowego papieru i długopisów. Zawsze wiedziałam, że wśród dziewczynek istnieje potrzeba brokatu, ale dotąd nie zdawałam sobie sprawy z ogromu tej potrzeby. Realizacja pracy końcowej nie sprawiła żadnych kłopotów. Pomysłów na wizytówki w różnych formatach było tyle, ile dziewczynek.

Zaskoczył mnie jednak przebieg spotkania. Spodziewałam się wielu pomysłów i wrzawy, gdyż są one typowe dla tych warsztatów. Pozwalam na zajmowanie przestrzeni tablicy i od czasu do czasu pojawiają się na niej jakieś autorskie ilustracje. Nigdy wcześniej nie była ona jednak tak intensywnie wykorzystywana. W trakcie spotkania dziewczynki na prośbę koleżanek zaczęły zapisywać trudniejsze słowa. Pojawiały się również rysunki. Zauważyłam, że te dziewczynki, które wymieniły głośno, że ładnie rysują, zaczęły tworzyć ilustracje związane z zajęciami. Te, które pochwaliły się umiejętnością pisania i czytania, zapisywały hasła, pojawiające się podczas warsztatów lub pomagały młodszym koleżankom w tworzeniu wizytówek. W pewnym momencie usłyszałam dialog.

– Nie wiem jak napisać „czytać”

– Pisane czy drukowane?

– Pisane!

– Dobra

Działo się to bez zachęty z mojej strony i najwyraźniej wynikało z potrzeby podzielenia się swymi umiejętnościami. Pozytywne wymknięcie się zajęć spod kontroli trochę mnie zaskoczyło, ale sprawiło mi również ogromną radość. Dlatego uznałam, że warto o tym napisać kilka słów. Nie po raz pierwszy okazało się bowiem, że pozytywne myślenie o sobie ma wpływ na chęć współpracy i poczucie wspólnoty w grupie.

Mam nadzieję, że uczestniczkom spotkania będzie teraz łatwiej odkrywać i nazywać własne możliwości. Chciałabym wierzyć, że sprawiły to nasze ćwiczenia i zabawy. Możliwe jednak, że dokonał tego brokat. Brokat zawsze wydawał mi się bardzo motywujący.

dav

No Comments

Post A Comment