Baśnie wRóże | Plamooporność
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
851
post-template-default,single,single-post,postid-851,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Plamooporność

Plamooporność

Opowiadanie, które napisałam na konkurs WOLNOŚĆ JEST…? organizowany w ramach drugiej edycji Festiwalu Fabuły. Historia ta powstała z rozbudowania drobnego pomysłu, który narodził się na warsztatach w księgarni Z bajki. Bohaterką jest plama…

PLAMOOPORNOŚĆ

Na podłodze w dość dusznym, zastawionym książkami pomieszczeniu, pyszniła się plama, ciemnobrązowa i nieregularna. Zrobiła ją właścicielka antykwariatu. Pijąc swoją popołudniową kawę nie zauważyła, że wylała trochę płynu w okolicy biurka. Kiedy pożegnała ostatniego klienta, uporządkowała pobieżnie otoczenie, omiotła półki wzrokiem, zgasiła światło i zamknęła swój sklepik.

W antykwariacie zapadła ciemność. Jednak była to ciemność pozorna. Przez nieosłonięte okno poddasza, do pomieszczenia wpadał bowiem blask księżyca, który sprawiał, że kontury niektórych mebli wyostrzały się. Okładka książki pozostawionej na blacie biurka, wysrebrzyła się nieoczekiwanie. Również miejsce, w którym powstała plama z kawy zostało oświetlone. Powierzchnia płynu odbijała chodny blask księżyca i falowała nieznacznie.

Wkrótce w antykwariacie dało się słyszeć szmery, które powoli zmieniały się w narastające szepty. To słowa z książek najpierw nieśmiało wyciekały ze stronic i unosiły się między regałami, by po paru chwilach krążyć po sklepie ze świstem i szelestem. Opowiadały historie ze swoich książek. Chichoty, dumne przemowy, czułe szepty i jękliwe zawodzenia przeplatały się ze sobą.

Plama zamigotała. Słowa zaczęły krążyć nad nią. Jedne sunęły z godnością, inne przelatywały z gwizdem lub wirowały lekko. Niektóre unosiły się samotnie, ale większość łączyła się w wyrażenia i zdania. Zawisały nad plamą, jakby w zamyśleniu, po czym wnikały w nią. Tam układały się w zdania. Czasem smutne, czasem wesołe, to znów zupełnie absurdalne. Wkrótce zaczęły sklejać się w konkretne opowieści, a plama kawy drżała i mieniła się. Teraz mogła snuć własne historie. Stała się nowym bytem, chwilowym i nietrwałym, a jednak bytem.

Im więcej słów do niej wnikało, tym więcej pytań rodziło się w jej płynnym wnętrzu. Plama chciała rozumieć. Chciała rozumieć czym jest MIŁOŚĆ, POŚWIĘCENIE, WOLNOŚĆ. WOLNOŚĆ. Czym jest? Kto jest wolny? Kiedy jest się naprawdę wolnym? Gdy tylko to pragnienie wykrystalizowało się, stronice książek zaszeleściły cicho, a słowa w przestrzeni antykwariatu skłębiły się. Po chwili zaczęły łączyć się ze sobą.

Wkrótce nad plamą zaczęło krążyć zwiewnie zdanie. TO WŁAŚNIE BYŁA WOLNOŚĆ – CZUĆ TO, CZEGO PRAGNĘŁO JEJ SERCE, NIE BACZĄC NA TO, CO POMYŚLĄ INNI. – szeptało czule i dźwięcznie. Wzlatywało niczym motyl i w pewnym momencie plamie wydawało się, że ma swój kolor. RÓŻOWY – odnalazła jego nazwę plama. Zmarszczyła się. Chociaż plama pojawiła się na świecie ledwie przed godziną, miała niejasne wrażenie, że nie o takie pojęcie wolności jej chodziło. Zdanie przysiadało na niej lekko, ale plama nie chciała go wchłonąć. W końcu, nie nalegając słowa odfrunęły w kierunku jednej z półek, wokół której krążyło sporo podobnych, lekkich, kolorowych zdań. Zamajaczył niewyraźny kształt góry, na którym przysiadł różowy motyl, złożony ze słów.

WOLNOĆ TOMKU W SWOIM DOMKU wystrzeliło niczym z armaty, płosząc migotliwe motyle. Plamie spodobało się to zdanie. Było butne, wesołe i swojskie. Zafalowała zachęcająco, a słowa ze ślizgiem wpadły do jej wnętrza. Pomyślała wówczas o łowieniu ryb. To oczywiście nie wyjaśniało czym jest wolność i plama poczuła lekkie zawstydzenie.

Po chwili zamigotało nad nią kolejne zdanie. WOLNOŚĆ TO PRZYWILEJ, NIE PRAWO. Poczuła, że zrobiło się cieplej. Na horyzoncie jej wyobrażeń pojawiły się drżące widma palm, pośród piaskowych wydm. We wnętrzu plamy uformowało się kolejne słowo NIEWOLNIK. Plama zadumała się nad nim chwilę, by znów skupić uwagę na przestrzeni wokół siebie. Jednak pomimo tego, że nad nią zaczęło tworzyć się kolejne zdanie, długo nie mogła uwolnić się od wizji wielkich, kamiennych stożków.

CIAŁO NIEWOLNIKA NALEŻY DO PANA, ALE JEGO DUCH JEST WOLNY dumnie unosiło się nad migotliwą powierzchnią kawy. Wkrótce zdanie wniknęło dostojnie do wnętrza plamy, która uznała, że jest wyjątkowo wyniosłe, jak na słowa, które wyfrunęły ze zbioru cytatów na każdą okazję. Nie do końca jeszcze uformowany umysł plamy w jednej chwili zasiedliły tabuny mężczyzn w fantazyjnie udrapowanych prześcieradłach.

Gdy plama zaczęła rozważać kwestię wolności i niewoli, coś zawarczało w powietrzu i plama usłyszała: LEPSZY W WOLNOŚCI KĘSEK LADA JAKI, NIŹLI W NIEWOLI PRZYSMAKI. Na jej powierzchni pojawiły się zmarszczki, a powarkujące z cicha zdanie zakołowało w powietrzu. Nagle gdzieś z boku dało się słyszeć poszczekiwanie i słowa w popłochu wskoczyły do plamy, która lekko rozlała się i zaczęła migotać, niczym rosa na trawie.

Plama pomyślała, że życie na wolności wcale nie jest łatwe. WOLNOŚĆ JEST NIEBEZPIECZNA, ALE WIĘKSZOŚĆ LUDZI JEST W STANIE POLUBIĆ JEJ SMAK – zachichotało coś ponuro, a słowa wsunęły się do plamy. Plama nie wiedziała co, o nich sądzić, ale skusiły ją barwne wizje walk i uczt. Uznała jednak, że mglista wizja tronu, która w tej chwili się przed nią ukształtowała, nie bardzo jej odpowiada. Poczuła się zmęczona.

Najwyraźniej wykorzystując to zmęczenie, z kąta gdzie jeszcze niedawno majaczył cień góry, przyfrunęło kolejne zdanie, trzepoczące niczym motyl – WOLNOŚĆ MA WYSOKĄ CENĘ, RÓWNIE WYSOKĄ JAK NIEWOLA. Za nim unosiło się drugie – JEDYNA RÓŻNICA POLEGA NA TYM, ŻE TĘ CENĘ PŁACI SIĘ Z PRZYJEMNOŚCIĄ I Z UŚMIECHEM, NAWET JEŚLI CZASEM BYWA TO UŚMIECH PRZEZ ŁZY. Plama poczuła niezrozumiałą, dla siebie samej niechęć do motyli. W jej wnętrzu po krótkiej chwili uformowało się słowo FRAZES. Niektóre zdania tak zapadają ludziom w serce, że stają się cytatami, a inne są pisane po to, by się nimi stać. Plama zafalowała niechętnie w kierunku zdań-motyli unoszących się lekko w jednym z kątów antykwariatu.

Naraz pojawiło się kolejne zdanie dźwięczące, kobiecym głosem. ODEJDŹ Z PAMIĘCI, DOPIERO WTEDY BĘDĘ WOLNA… Plama zmarszczyła się, podejrzewając, że słowa nadfrunęły z tej samej półki co poprzednie. Po chwili dostrzegła, że nie przypomina niczym słownych motyli. Zdanie wślizgnęło się do wnętrza plamy, by wywołać obrazy balu, balu dziwnego i niepokojącego. Zadźwięczały diabelskie chichoty i plama poczuła zapach. Po chwili przywołała określenie – SIARKA.

Zdanie zmieniło nagle nastrój panujący w antykwariacie. We wnętrzu plamy co rusz, tworzyły się wizje diabelskich sztuczek i piekła. Coś jej podpowiadało, ze największe piekło można spotkać na ziemi. WOJNA WYCHOWUJE DO WOLNOŚCI – zasyczało nagle nad plamą. Plama zastygła na chwilę. CZYMŻE BOWIEM JEST WOLNOŚĆ! – pojawiło się równie niespodziewanie. Zdania krążyły, coraz niżej nad plamą, która naraz poczuła zaniepokojenie. Gdy pierwsze ze zdań próbowało dostać się do jej wnętrza, zastygła i słowa ześlizgnęły się po jej powierzchni. Po chwili pojawiły się kolejne słowa, będące odpowiedzią na pytania, które nie zostały zadane. TYM, ŻE CZŁOWIEK CHCE BYĆ ODPOWIEDZIALNY ZA SIEBIE. ŻE UTRZYMUJE DYSTANS, KTÓRY DZIELI LUDZI zadźwięczało stalowo. ŻE STAJE SIĘ CORAZ BARDZIEJ OBOJĘTNY WOBEC MOZOŁU, SROGOŚCI, NIEDOSTATKÓW, NAWET WOBEC ŻYCIA. ŻE DLA SWEJ SPRAWY JEST GOTOWY POŚWIĘCIĆ LUDZI, WŁĄCZNIE Z SAMYM SOBĄ – wirowały nad plamą, próbując wedrzeć się do niej.

Coś na kształt świadomości podpowiadało plamie, że zdania te stworzył filozof. Nie podobała się jej jednak ta filozofia. Plamę drażniło zestawienie słów WOLNOŚĆ i WOJNA w jednym zdaniu. Zabulgotała gniewnie i zdania, które atakowały ją niczym rozwścieczony rój rozpierzchły się po antykwariacie. Czuła jednak, że to nie koniec i że te słowa coś zmieniły. Motyle, złożone ze słów cicho przysiadły w swoim kącie, jakby wiedziały, że zbliża się burza. Tylko skrzydełka delikatnie im drżały w srebrzystym półmroku antykwariatu.

Tymczasem nad plamą wykwitały czerwone słowa, majaczące najpierw niewyraźnie, by naraz się wyostrzyć. NATURALNA DĄŻNOŚĆ CZŁOWIEKA DO WOLNOŚCI JEST NIEZNISZCZALNA, MOŻNA JĄ ZDŁAWIĆ, ALE NIE SPOSÓB ZNISZCZYĆ. Gdy tylko plama wpuściła słowa do swego wnętrza ukształtowały wizję sztandarów. Chociaż w środku plamy kłębiło się coraz więcej zdań, żadne nie przynosiło odpowiedzi na jej pytania.

W tej kotłowaninie słów plama rozpoznawała coraz więcej FILOZOFII. To były tylko słowa, a jednak czuła że słowa mogą być niebezpieczne. Mogą sprawić, że człowiek będzie szczęśliwy i stanie się lepszy, ale mogą również zatruwać umysły. Słowa mogą być wykorzystywane przez tych, którzy potrafią to robić. Zdania krążące nad plamą były coraz bardziej natrętne.

WOLNOŚĆ OZNACZA, ŻE MĘSKIE INSTYNKTY, KTÓRE CIESZY WOJNA I ZWYCIĘSTWO, PANUJĄ NAD INNYMI INSTYNKTAMI nadfrunęło z natarczywym brzęczeniem. Znowu słowa WOLNOŚĆ i WOJNA pojawiły się w jednym zdaniu. Plama nie do końca wiedziała, czym jest WOJNA. Za krótko przecież istniała. Słowo to jednak przywoływało wyrażenie PIEKŁO NA ZIEMI, napawając ją lękiem i wstrętem. Chociaż kolejne słowa filozofii zjawiały się nad plamą, ona stawiała im opór. Zdania z wściekłym brzęczeniem odlatywały, ale krążyły w pobliżu.

Atmosfera w antykwariacie zagęściła się. Plama stała się napięta i wypukła, gotowa odpierać ataki. Niespodziewanie słowa filozofii zmaterializowały się nad plamą. KTO CHCE ZNALEŹĆ NAJWYŻSZY TYP CZŁOWIEKA WOLNEGO, NIECH GO SZUKA TAM GDZIE STALE JEST POKONYWANY NAJWYŻSZY OPÓR: O KROK OD TYRANII, NA PROGU GROŹBY PODDAŃSTWA wślizgnęły się do plamy. Naraz jej wnętrze zakotłowało się i spieniło, by ukształtować takie określenia jak REŻIM, FSZYZM, FANATYZM, TOTALITARYZM.

Plama zaczęła bulgotać z wściekłością. Różne słowa uciekały z niej w popłochu, jednak filozofia okazała się niezwykle uparta. Naraz plama, która nie mogła już znieść ciężaru jej słów, spięła się. Jej powierzchnia stała się wklęsła, po czym naprężyła się, wyrzucając nachalne słowa! Na jej powierzchni znowu pojawiło się zdanie: WOLNOĆ TOMKU W SWOIM DOMKU. Plama uświadomiła sobie, że to właśnie jest wolność, WOLNOŚĆ SŁOWA! Następnego dnia właścicielka antykwariatu wytarła plamę.

ilustracja: Giulia Bernardelli

No Comments

Post A Comment