Baśnie wRóże | warsztaty
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
27
archive,tag,tag-warsztaty,tag-27,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

warsztaty Tag

Robienie show nigdy mi nie wychodziło. Zawsze byłam nieśmiała, a znajomości nawiązywałam po długim czasie i zazwyczaj na wyraźne życzenie tej drugiej strony. Moja niepewność i płochliwość prowadziła nawet do często nieodwracalnych nieporozumień towarzyskich. Dlaczego uznałam, że prowadzenie warsztatów, to jest właśnie to, nie mam pojęcia!

Kolejny rok minął, a realizacja moich postanowień noworocznych pozostawia wiele do życzenia. Świat wokół oszalał i stał się tak nieprzewidywalny, że nawet obietnice składane samemu sobie zdają się tracić na znaczeniu. Dlatego w tym roku postanowiłam, że postanowień nie będzie!

Każdego roku staram się, aby okres przed Bożym Narodzeniem był dla mnie czasem spokojnym. W celu uniknięcia przedświątecznej gorączki znacznie wcześniej sporządzam listę prezentów oraz obowiązków związanych z przygotowaniami, a także systematycznie wysyłam kartki z życzeniami. Zupełnie inaczej niż Amelia Bedelia, która nie zdaje sobie sprawy, że Gwiazdka za pasem...

Czasem brakuje mi słów. Wtedy milczę, czując że pogrążam się w bełkocie, który mnie otacza. Gdy próbuję przebić się w tym chaosie, moje słowa same się plączą, stają bezładne i tracą swój sens, a ja wycofuję się do bezpiecznej skorupy milczenia. Może to stres, a może... okrucieństwo metafor.

Pewien zaskakujący, ale bardzo miły telefon sprawił, że 02.04.17, w czwartek dojechałam na Ogrody, skąd ruszyłam autobusem podmiejskim do Lusowa. Oczywiście padało. Zawsze gdy wybieram się za miasto - pada. Potwierdza, to zdaje się jedno z praw Murphy'ego, chociaż nie jestem pewna, czy wymienia mnie z nazwiska.

Uwaga już za chwilę przed Państwem pojawią się utalentowani aktorzy, trochę zawstydzeni, ale pełni uroku i charyzmy. Przywitajcie gromkimi brawami: gwizdek, korkociąg, klepsydrę, książkę...

„Siedząc w milczeniu, patrzyli na swoje odbicia w szybie, podczas gdy na zewnątrz zapadał zmrok. Tak cicho bywa zwykle wtedy, gdy nie wszystko układa się tak, jak by się chciało.” - W tym roku wiele wskazywało na to, że w domu Findusa i Pettsona nie tylko nie będzie choinki, świątecznego jedzenia, ale może nawet zabraknie prezentów. Święta Bożego Narodzenia to jednak czas niezwykły, a pomoc może nadejść z zupełnie nieoczekiwanej strony. Wskutek nieszczęśliwego wypadku, Pettson uszkodził sobie stopę i po owinięciu jej czerwonym swetrem oraz kalesonami i obwiązaniu sznurkiem uzyskał przydomek Kalesonowej Stopy. Tak zapakowana noga sama przypominała prezent świąteczny. Nie był to jednak prezent oczekiwany. Od czego jednak ma się sąsiadów!

Właściwie to większość moich postów mogę śmiało zaczynać od słów „znowu się zgubiłam”. Nie jest żadną tajemnicą, że nie rozróżniam stron wręcz przysłowiowo. Może kiedyś ktoś wymyśli i zakorzeni w naszym języku porzekadło „Zgubić się jak Joanna”. Niestety kiedy gubię się i krążę, coraz bardziej spanikowana, kierowana w abstrakcyjnych kierunkach przez niezorientowanych tubylców, czas mija i zazwyczaj spóźniam się. Gdy wreszcie odnajduję drogę wkradam się nieśmiało do budynku, zdejmuję płaszcz, a następnie przemykam z krzesłem na swoje miejsce, wszyscy się na mnie patrzą i nastaje cisza...