Baśnie wRóże | twórczość własna
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
46
archive,tag,tag-tworczosc-wlasna,tag-46,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

twórczość własna Tag

Nie to, co Anna. Aldona popatrzyła z niesmakiem na jej długie nogi. Anna trącała noskiem czarnego czółenka brzeg tabaczkowej narzuty fotela, na którym rozpierała się Aldona. Opowiadała właśnie o kolejnym projekcie, który realizowała w pracy. W końcu, o czym miała opowiadać, skoro była sama. Miłka i Beata wtrącały różne bzdurne uwagi. Aldona skrzywiła się niechętnie. Była zwyczajnie głodna. Żałowała, że nie zapakowała sobie batonika. Aldona kochała jeść.

Żadna z przyjaciółek nie zapytała Beaty, dlaczego nie zwróciła uwagi kelnerce. Wiedziały, że  nigdy by tego nie zrobiła. Zapewne teraz zastanawiała się nad roztargnieniem i zapracowaniem, Anieli, które doprowadziły do pozostawienia burego zacieku na porcelanie. Beata była niezwykle empatyczną osobą. Zawsze myślała o tym, co czują inni, i dociekała psychologicznych przyczyn nawet najbardziej chamskich zachowań. Wszystkie doskonale wiedziały jaka była Beata.

Znów spotkały się w Czyśćcu. Właściwie same nie wiedziały, dlaczego akurat to miejsce wybrały na swoje cotygodniowe, babskie plotki. Lokal zaproponowała Miłka, twierdząc, że ma klimat. Annie nigdy się nie podobał. Jednak Beata i Aldona wyraziły swój zachwyt, jak to określiły, staroświeckim wystrojem. Natomiast Marysi zawsze było wszystko jedno. Tak utknęły w Czyśćcu.

W Nokumbrze zawsze panował mrok. Stare baśnie mówiły o Jasnym Świecie, oświetlanym przez dwa obiekty, które wędrując po sklepieniu, wyznaczały bieg czasu. Ich opisy przetrwały w opowieściach i niezmiennie fascynowały mieszkańców Nokumbry, znających jedynie blask ognia.

Bajkowa opowieść z pogranicza snu. Titót istnieje naprawdę, a przynajmniej istnieje w wyobraźni, a to już coś. Swego czasu dojeżdżał tam kartonowy pociąg, do powstania którego przyczyniłam się osobiście. "Pawełek wyjrzał przez okno. Kłęby kurzu powoli opadały. Jego drobinki migotały w słońcu. Chłopiec zmrużył oczy. W końcu udało mu się dostrzec przekrzywioną tablicę z nazwą stacji. Przeliterował napis - Titót."

Nie należę do rannych ptaszków, więc zerwanie się z łóżka o godzinie 5:00 w sobotę było dla mnie nie lada wyczynem. Jednak o szóstej zaspana i nieprzytomna stałam na Placu Kolegiackim, otulając się miękkim żakietem. Alicja spóźniała się.

Nigdy nie byłam spójna! Kiedy jednak odkryłam baśnie poczułam, że to jest droga, której warto być wierną. Tylko kiedy zaczęłam moją przygodę z baśniami, szybko okazało się, że na tej łące, rośnie znacznie więcej kwiatków! ;)

Niekiedy przedmioty zdają się przejmować kontrolę nad naszym życiem. Moim, z całkiem dobrym skutkiem, próbują sterować książki. Czasem wkradają się w nie ostrożnie, a kiedy indziej dosłownie zwalają się na mnie. Najczęściej z parapetu.