Baśnie wRóże | absurd
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
62
archive,tag,tag-absurd,tag-62,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

absurd Tag

CIĄG DALSZY NASTĘPUJE 🙂

Naraz drzwi wejściowe Czyśćca otworzyły się z hukiem. Wraz z silnym podmuchem wiatru, do wnętrza wpadła Anna. Z trudem zamknęła za sobą drzwi. Była drobna i trochę nieporadna. Pewnie dlatego Maria miała dla niej tyle czułości. Patrzyła, jak przyjaciółka odwiesza krótki płaszcz i kieruje kroki ku ich stolikowi. Miała wrażenie, że idzie coraz wolniej, by w końcu zatrzymać się w świetle lampy. Wyglądała niczym gwiazda przedstawienia. Przedstawienia reżyserowanego przez Marysię. Nadszedł czas premiery i od niej zależało, czy spektakl zrobi klapę, czy odniesie sukces.

CIĄG DALSZY NASTĘPUJE :)

Lucjan otworzył drzwi. Aniela wyszła. Zewnętrzna lampa na ułamek sekundy rozświetliła jej sylwetkę. Lusterko w dłoniach Miłki zamigotało. Kobieta spojrzała na nie. Naraz głosy przestały do niej docierać. Wszystko zastygło. Czas stanął. Ta jedna chwila ugrzęzła niczym mucha w bursztynie. Aniela na zawsze zatrzymała się w progu Czyśćca. Lucjan zamarł w geście przytrzymywania jej drzwi. Anna z brodą opartą na delikatnej dłoni patrzyła na barmana. Marysia zatroskana i zmartwiona przyglądała się rozbitemu lusterku. Beata, jak zawsze piękna spoglądała na Annę, a Aldona zamarła ze skwaszoną miną. Pozostali klienci Czyśćca zniknęli. Spojrzała w dół. Pod stopami rozpościerał się migotliwy, biały piasek. Przysypywał czółenka Anny i porządne buty Marysi. Grzęzły w nim stoły i krzesła. Chciała wstać, ale nie mogła. Ona również utknęła niczym nieszczęsny owad sprzed czterdziestu milionów lat. Teraz sama będzie trwać tak przez wieczność.

CIĄG DALSZY NASTĘPUJE :)

Ruszyła za Lucjanem. Nad głowami odchodzących pojawiła się subtelna, różowa smużka. Beata i Marysia skierowały kroki ku pluszowej kanapie. Marysia przywitała się z pozostałymi przyjaciółkami. Oklapła ciężko obok Miłki i uśmiechnęła się promiennie.

CIĄG DALSZY NASTĘPUJE :)

Nie to, co Anna. Aldona popatrzyła z niesmakiem na jej długie nogi. Anna trącała noskiem czarnego czółenka brzeg tabaczkowej narzuty fotela, na którym rozpierała się Aldona. Opowiadała właśnie o kolejnym projekcie, który realizowała w pracy. W końcu, o czym miała opowiadać, skoro była sama. Miłka i Beata wtrącały różne bzdurne uwagi. Aldona skrzywiła się niechętnie. Była zwyczajnie głodna. Żałowała, że nie zapakowała sobie batonika. Aldona kochała jeść.

CIĄG DALSZY NASTĘPUJE :) Żadna z przyjaciółek nie zapytała Beaty, dlaczego nie zwróciła uwagi kelnerce. Wiedziały, że  nigdy by tego nie zrobiła. Zapewne teraz zastanawiała się nad roztargnieniem i zapracowaniem, Anieli, które doprowadziły do pozostawienia burego zacieku na porcelanie. Beata była niezwykle empatyczną osobą. Zawsze myślała o tym, co czują inni, i dociekała psychologicznych przyczyn nawet najbardziej chamskich zachowań. Wszystkie doskonale wiedziały jaka była Beata.

Rzadko cokolwiek wyrzucam, dlatego „przydasie” zalegają hałdami w szufladach, segregatorach, i na półkach. Szpargały piętrzą się w głębinach szafek, a ja wciąż dokładam do nich coś, co na pewno kiedyś wykorzystam. Problem pojawia się, gdy trzeba znaleźć konkretną rzecz.

Kolejny rok minął, a realizacja moich postanowień noworocznych pozostawia wiele do życzenia. Świat wokół oszalał i stał się tak nieprzewidywalny, że nawet obietnice składane samemu sobie zdają się tracić na znaczeniu. Dlatego w tym roku postanowiłam, że postanowień nie będzie!

Bajkowa opowieść z pogranicza snu. Titót istnieje naprawdę, a przynajmniej istnieje w wyobraźni, a to już coś. Swego czasu dojeżdżał tam kartonowy pociąg, do powstania którego przyczyniłam się osobiście. "Pawełek wyjrzał przez okno. Kłęby kurzu powoli opadały. Jego drobinki migotały w słońcu. Chłopiec zmrużył oczy. W końcu udało mu się dostrzec przekrzywioną tablicę z nazwą stacji. Przeliterował napis - Titót."