Baśnie wRóże | Szufladkowy protest song
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
1613
post-template-default,single,single-post,postid-1613,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Szufladkowy protest song

Szufladkowy protest song

Nigdy nie byłam spójna! Kiedy jednak odkryłam baśnie poczułam, że to jest droga, której warto być wierną. Tylko kiedy zaczęłam moją przygodę z baśniami, szybko okazało się, że na tej łące, rośnie znacznie więcej kwiatków! 😉

Razem z baśniami zatoczyłam krąg. Opowiadam odkąd przełamałam lęk przed wystąpieniami publicznymi, a stało się to możliwe wyłącznie dzięki baśniom. Kiedy po raz pierwszy, za namową przyjaciółki wybrałam się na występ opowiadaczy, byłam w dość trudnym momencie życiowym. Zwykle w ciężkich chwilach przypominają się wszystkie nieszczęścia. Kiedy zobaczyłam grupę ludzi, tak swobodnie operujących słowem, w dodatku w estetyce, która jest mi bliska, przelała się czara goryczy. Zrozumiałam, że dłużej nie może tak być!

Najpierw chodziłam na występy opowiadacze, a potem zaczęłam uczęszczać na warsztaty. Swego czasu było ich naprawdę sporo. Dzięki nim, przede wszystkim, poznałam wielu ciekawych i życzliwych ludzi. Odnalazłam także jedno z najcudowniejszych miejsc w Poznaniu – Księgarnię z Bajki  oraz wzięłam udział w programie Centrum Edukacji Globalnej Stowarzyszenia Jeden Świat, dzięki któremu miałam okazję uczyć się od wspaniałych opowiadaczy z Meksyku. Początki nie były łatwe i często zastanawiałam się, po co mi właściwie to wszystko? Po co mi ten stres? Jest przecież całe mnóstwo ludzi, którzy nie potrafią przemawiać publicznie. Ba, są tacy, którzy nie potrafią nawet poprawnie mówić i mimo to jakoś się ze sobą komunikują. Niestety mam dość przykry charakter i zazwyczaj jeśli coś wbiję sobie do głowy, nie ustaję w wysiłkach. Od mojego pierwszego publicznego występu, podczas którego nie zamieniłam się w słup soli, minęło już kilka lat. Po cierpliwych namowach najbardziej energicznego bajarza, którego znam – Szymona Góralczyka, wystąpiłam na II odsłonie Nocy 1001 Baśni. Od tej pory opowiadam. Może niezbyt często, ale z uporem maniaka. Zresztą łatwo wziąć mnie za maniaka. W moim przypadku, granica wydaje się być dość cienka.

W końcu założyłam również stronę promującą bajko- i biblioterapię oraz sztukę opowiadania – Baśnie wRóże. Wraz z powstaniem strony, baśnie miały na dobre zatryumfować w moim życiu. Z kolei na blogu zamierzałam dokumentować wszystkie moje działania, w tym zakresie. Jednak czasem procent baśni w baśni zaczął maleć. Obok baśni pojawiły się inne projekty, a wśród nich podcast Co się czyta, mający na celu propagowanie czytelnictwa, wśród dzieci i młodzieży. Zaczęłam także prowadzić niezwykle ciekawe zajęcia w Akademii Królowej Jadwigi dla dziewcząt na I stopniu, a to tylko część moich działań, nie związanych z baśniami. Widocznie przełamanie lęku przed wystąpieniami sprawiło, że słowa po prostu odzyskały wolność. Wystarczy posłuchać jednego z podcastów, żeby się przekonać jak potrafię zapowietrzyć się, próbując bardzo szybko wyartykułować jakieś, wielokrotnie złożone, zdanie. Widocznie słowa są jak potok i po zerwaniu wewnętrznej tamy, zaczęły płynąć swobodnie.

Blog nadal służy do dokumentowania różnych moich działań, ale też powoli staje się przestrzenią wyżycia literackiego. W końcu to mój blog. Zresztą, samo pisanie sprawia mi ogromną przyjemność. Dużo pisałam jako dziecko i nastolatka. Jeszcze na studiach towarzyszyły mi rozmaite zapiski. Potem zakopałam zeszyty w szufladzie. Mam wrażenie, że potrzeba przelewania słów na papier, tudzież wprost do edytora tekstu, rozproszyła się gdzieś pośród zagubionych przecinków, nietypowego stylu i ogólnych zastrzeżeń polonistki z podstawówki. Nauczycielkę tą zapamiętałam z powodu pytań dlaczego nie piszę jak inne dzieci. Obniżanie ocen, w celu uzyskania poprawy w tej materii, nie odniosło skutku. Za to, z czasem, wkradało się zniechęcenie. Problem ze mną polega na tym, że nie potrafię przestać być sobą. Bywało, że próbowałam, ale działało tylko na krótko.

Zawsze interesowałam się zbyt dużą ilością spraw. Nigdy nie byłam spójna. Mogę pisać cały dzień, mogę czytać książkę za książką. Mogę przez dwa tygodnie zaczytywać się w konkretnych treściach, żeby potem nie tykać ich przez dwa miesiące i szydełkować zapamiętale. Przecinki nadal sprawiają mi trudność. Lubię uczyć się, uczyć innych, prowadzić warsztaty i opiekować się dziećmi, bo to zawsze miło mieć w pracy inteligentne i sympatyczne towarzystwo. Jak powiedział kiedyś mój znajomy bajarz, pisarz, nauczyciel, korektor i wszystko po trochu: Nie będę spójny, tylko po to żeby zadowolić swoich znajomych. Przecież to nie my sami mamy z tym problem, tylko otaczający ludzie, którzy odczuwają niepokój jeśli nie potrafią zaklasyfikować kogoś do konkretnej szufladki.

Ilustracja Yacek Yerka, Garden the starting place

No Comments

Post A Comment