Baśnie wRóże | Opowieść z Nibypiasków
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
1624
post-template-default,single,single-post,postid-1624,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Opowieść z Nibypiasków

Opowieść z Nibypiasków

Dzielenie się ciekawymi ilustracjami znalezionymi w sieci może okazać się szalenie niebezpieczne. Prześliczna jest ta tęczowa pustynia! Po takiej mogłyby spacerować wielbłądorożce! Powinnaś napisać o tym bajkę. Powinnyśmy być jej głównymi bohaterkami. Mogłaby się tam także zaleźć płonąca przyczepa kempingowa z mojego snu. Historia powstała. Wprawdzie nie ma w niej przyczepy kempingowej, ale pożaru nie zabrakło. Teraz kiedy oficjalna wersja papierowa znalazła się w rękach inspiratorki opowieści, bajką przeznaczoną raczej dla dorosłych dzielę się z resztą świata, czyli z jakimiś trzema osobami, które czytają mojego bloga 😉

OPOWIEŚĆ Z NIBYPIASKÓW

Słoniec powoli wtaczał na nieboskłon rozgrzaną kulę gazów, która rozświetlała Zorzową Pustynię. Blask obejmował po kolei każdą z krain Nibypiasków, sprawiając, że ta naraz roziskrzała się w charakterystycznej dla siebie barwie. Tak właśnie rozpoczynał się kolejny kwarcydzień.

Mało kto wie, że Słoniec jest jedynie strumieniem naładowanych cząstek, które wyrzuca rozgrzana kula gazów, oświetlająca Zorzową Pustynię. W pobliżu pustynnej części planety, tory lotu tych cząstek są odchylane przez pole magnetyczne, a schwytane przez magnetosferę poruszają się wzdłuż linii pola magnetycznego, powodując wzbudzenia atomów w obszarze polarnym, czego skutkiem jest świecenie zorzowe. Dlaczego przybrało akurat kształt zwierzęcia z długą trąbą, naukowcy do tej pory nie potrafią wyjaśnić. Są jednak pewni, że toczenie przez Słonieca wielkiej kuli po niebie jest złudzeniem optycznym. Gdyby zapytać Urazji, co o tym sądzi, wzruszyłaby jedynie ramionami. Jest jednak pewna, że nieliczni mieszkańcy Nibypiasków powtarzają między sobą legendę, która tłumaczy to zjawisko w bardziej logiczny sposób.

Surowy klimat Nibypiasków zniechęcał ludzi do osiedlania się w ich obrębie. Jedynie lud Kwarrów zakładał tam swoje wędrowne, namiotowe wioski. Pogoda na Zorzowej Pustyni bywała kapryśna, dlatego Kwarrowie wciąż przenosili się na obszary, które w danym momencie obfitowały w wodę lub pokarm. Nigdy nie osiedlali się na stałe. Synowie Zorzowej Pustyni byli drobni i ciemnoskórzy. Ze względu na spożywanie pokarmu, wysyconego opadami zorzowymi ich skóra zdawała się mienić w różnych kolorach. Rdzenni mieszkańcy Pustyni Zorzowej posługiwali się narzeczem, w którym zdecydowanie oszczędzano na samogłoskach. Wyznawali kult Słonieca i znali wiele ciekawych opowieści, które znacznie lepiej tłumaczyły otaczający ich świat niż przydługie wywody naukowców. Żyli również w zgodzie ze strażnikami Nibypiasków. Dopiero w ostatnim czasie Kwarrowie zaczęli częściej rozbijać swoje namioty na pustynnych obrzeżach. Nie lubili tłoku. Jeszcze niedawno całe Nibypiaski stanowiły obszar ściśle chroniony. Na jego terenie mieszkali jedynie Strażnicy Nibypiasków i Kwarrowie. To się zmieniło. Ze względu na walory estetyczne, zdrowotne i gospodarcze tych terenów, zniesiono ogromną większość ograniczeń, dlatego obecnie ta część Zorzowej Pustyni przeżywała nalot turystów, pielgrzymów, handlarzy i wszystkich tych, którzy zdaniem Urazji nie mają kwarcu w kościach.

Liczne zamożne damy spoza Zorzowej Pustyni upodobały sobie w szczególności różowe piaski Kwarcyzji, jednej z krain Nibypiasków. Jej wydmy swoją barwę zawdzięczają mikroskopijnym fragmentom kryształów zorzowych, a nie jak mówi jedna z wielu krążących o tych ziemiach historii, różnym krwawym wydarzeniom. Legendy i baśnie często opowiadają o takich właśnie rzeczach. Zanim różowe piaski zostały pokryte rzędami wytwornych leżaków, Euflora uwielbiała obserwować powolny przemarsz Słonieca przez niebo nad Kwarcyzją. Niektórzy geolodzy spośród piasków Kwarcyzji wyróżniają Hematię, charakteryzującą się podłożem niemal czerwonym. Urazja podejrzewała, że to właśnie oni są zwolennikami legend o krwi.

Urazja zawsze wolała konkretne, ciemne pisaki Onyksji, znajdującej się na północ od Kwarcyzji. Niestety ze względu na silne nagrzewanie się podłoża w tej części Nibypiasków, najprzyjemniej jest tam w nocy, a jak wiadomo w nocy trudno docenić głęboką czerń. Nie przeszkodziło to Onyksji w uzyskaniu opinii najzdrowszego obszaru na Pustyni Zorzowej. W pobliżu Mrocznych Skał, niewielkiego pasma górskiego, wybija źródło. Tam gdzie nie dociera światło, tuż pod nawisem, natura stworzyła czarne, błotne rozlewisko. Po tym jak Nibypiasaki przestały być Rezerwatem Ścisłym Zorzowej Pustyni odkryto, że ma ono właściwości lecznicze i upiększające. Zgodnie z legendą, wiele wieków wcześniej pewna królowa z dalekiego kraju, sprowadzała błoto z Onyksji, i jemu właśnie zawdzięczała swoją niezwykłą urodę. Urazja często myślała o mocy, jaką mają opowieści.

Z Kwarcyzją graniczy Oliwinia o jasnozielonym podłożu, która ku uldze strażniczek i Kwarrów nie wzbudziła zainteresowania ludzi spoza Pustyni Zorzowej. Jednak, żeby być szczerym, nie ma tam nic poza ogromną ilością zielonego piasku. Z drugiej strony Kwarcyzji rozciąga się śnieżnobiała i cudownie chłodna Krzemia. Piaski praktycznie wcale się tam nie nagrzewają, dlatego stada wielbładorożców często znajdowały wytchnienie w tym spokojnym miejscu. Obecnie nawet tam pojawili się ludzie, korzystający z dobroczynnych właściwości światła.

Od wschodu Krzemia przechodzi powoli w błękitną Cyjanię, na piaskach której urodził się ulkochany wielbłądorożec Urazji – Lazur. Niestety ze względu na krystalicznie czyste, słone jezioro bezodpływowe – Lapis, otoczone przez Wzniesienia Kyanitowe, kraina ta stała ulubionym miejscem plażowiczów. Plaża z powodu swojej izolacji zaczęła być coraz częściej odwiedzana przez nudystów, a przez to coraz rzadziej przez strażniczki.

Z Krzemią i Kwarcyzją graniczy Mangania, której fioletowy piasek tak zachwyca turystów. Euflorę i Urazję od początku niepokoiły kolorowe namioty, coraz liczniej rozkładane we wspaniałych oazach Manganii. Wokół małych okrągłych stawów rosną wspaniałe sukulusy. Ich ogromne liście rzucają koronkowy cień na piaski. Stawy stanowią źródło cennych minerałów, z których blisko połowa nie występuje w żadnych innych wodach. Podobno leczą one dolegliwości układu nerwowego, reumatyzm, choroby skóry i wiele innych przypadłości. Wzdłuż wybrzeża można trafić też na liczne gorące źródła helidorytowe, które według znienawidzonych przez strażniczki miejskich medyków, skutecznie pobudzają pracę układu krwionośnego i dotleniają organizm. Kiedy Nibypiaski były zamkniętym dla zwiedzających rezerwatem, Euflora i Urazja przyjeżdżały nocą nad stawy, by obserwować niezwykłe zjawisko przyrodnicze. Piasek na granicy styku z wodą zdaje się jarzyć. Dzieje się tak za sprawą fitoplanktonu bioluminescencyjnego. Obecnie światło pochodni, oświetlających luksusowe namioty, konkuruje z działalnością mikroorganizmów, zasiedlających stawy Manganii.

Pomiędzy Manganią, a Onyksją rozciąga się Helidoria o jaskrawożółtym podłożu. Piaski Helidorii mają właściwości magnetyczne. Pozyskuje się z nich również związki służące do produkcji materiałów wybuchowych. Kiedy wielbłądorożce majestatycznie przemierzają tamte ziemie, podłoże iskrzy pod ich kopytami. Nie zniechęca to licznych pielgrzymek, przybywających do jedynego w Helidorii źródła. Jego woda ma podobno moc uzdrawiającą. Urazja nie bardzo w to wierzy, chociaż kiedy Lazur zachorował, codziennie udawała się do źródła. Wolała nie ryzykować zdrowia Lazura, tylko dlatego, że nie wierzy w legendę. Kiedy Euflora przypomina jej o tym, Urazja zwykle dąsa się i twierdzi, że jaskrawożółty pas położony pomiędzy fioletową Manganią, a czarną Onyksją, to najwyższy przejaw kiczu. Euflora uważa, że to co stworzyła natura nie może być kiczowate i niezmiennie zachwyca się pięknem Nibypiasków. Urazja nie podziela tych zachwytów. Twierdzi, że piasek to w końcu tylko osadowa skała, złożona z niezwiązanych spoiwem ziaren mineralnych.

Tak naprawdę granice między krainami są jedynie umowne i całe grupy geologów, mineralogów, geografów, urzędników, a nawet artystów, szczycących się doskonałym zmysłem kolorystycznym kłóciły się przy ich ustalaniu. Dla strażniczek przejścia są czasem tak subtelne, że nie sposób je zauważyć, a Nibypiaski zawsze uważały za integralną całość. Faktem jest, że przybywający do strażniczek, pochodzący z ludu Kwarrów, tkacz dywanów, który odbierał gubioną przez wielbłądorożce sierść, w samej Manganii doliczył się stu siedemdziesięciu trzech odcieni fioletu. Kto by jednak słuchał tkacza dywanów.

◊◊◊◊◊

Każdy, kto przyjeżdżał do Nibypiasków prędzej czy później przekonywał się, o niezwykłości każdej z krain. Może poza Oliwinią, która oprócz tego, że była ogromnym obszarem zielonych wydm, niczym szczególnym się nie wyróżniała. Turystów było coraz więcej, a strażniczki coraz bardziej martwił ten fakt. Po zniesieniu ścisłej ochrony, na obszarze Nibypiasków zlikwidowano większość baz strażników. Spośród pracowników dawnego Rezerwatu Ścisłego Pustyni Zorzowej pozostały jedynie Euflora i Urazja, odpowiedzialne za, należące do zagrożonego gatunku, wielbłądorożce tęczowe. Ostatnie strażniczki z Zorzowej Pustyni nie miały stałej bazy. Przemieszczały się wraz ze stadem po całych Nibypiaskach. Dosiadały dwóch oswojonych osobników: błękitnego Lazura i Kwarcy o jasnoróżowym umaszczeniu. Stado zdawało się akceptować w pełni obecność strażniczek.

Wielbłądorożce z Pustyni Zorzowej są nieco większe od jutrzenkowych bakrzeli, ale wyróżnia je zdecydowanie lżejsza budowa ciała, dłuższe kończyny, mniej obfite owłosienie i obecność jednego tylko garbu na grzbiecie. Garb wielbłądorożca stanowi rodzaj spichlerza. To w nim gromadzone są tłuszcze, pozwalające przetrwać trudniejsze okresy. Zdaniem strażniczek życie w Nibypiaskach składa się praktycznie wyłącznie z takich. Sierść wielbłądorożców jest zbita i miękka, a jej barwa zależy od krainy, w której przyszły na świat. Wielbłądorożce z Kwarcyzji mają umaszczenie różowe, przez badaczy nazywane także kwarcycznym. W Onyksji na świat przychodzą osobniki o sierści czarniejszej niż najczarniejsza noc. Niezależnie od kolorów rodziców, młody wielbłądorożec ma zawsze kolor podłoża, na którym przychodzi na świat. Niektórzy znawcy tematu twierdzą, że przyczyną jest sam piasek, którego barwniki wnikają w młodą porowatą sierść zwierzęcia. Inni badacze dowodzą, że jest to rodzaj przystosowania, dzięki któremu młode, bezbronne osobniki leżące na piasku w kolorze swojej sierści są praktycznie niedostrzegalne dla drapieżników. Jedynymi mięsożercami, które bywają tak zdesperowane, by atakować zwierzęta zaopatrzone w śmiercionośne rogi są lewce jadeitowe, zamieszkujące Oliwinię. Jednakże ich populacja znacznie zmalała, po tym gdy Nibypiaski otworzyły się na turystykę. Młode wielbłądorożce pokryte są długim, miękkim włosiem i mają bardzo mały garb. Róg wyrasta dopiero po pierwszym kwarcyroku życia zwierzęcia i przez kolejne dwa kwarcylata jest biały. Po tym czasie stopniowo nabiera barw, by w okresie dojrzałości przybrać swoją charakterystyczną formę barwnej spirali, w której można odnaleźć wszystkie kolory Nibypisków.

Wielbłądorożce doskonale radzą sobie z niedoborem wody i pokarmu, a także, zarówno z bardzo wysokimi, jak i niskimi temperaturami, które występują nocą na obszarach pozbawionych zbiorników wodnych. Żyją w dużych wielobarwnych stadach, w które łączą się niezależnie od miejsca swojego urodzenia. Przemierzają wspólnie cały rozległy obszar Nibypiasków. Gdy odpoczywają w miejscu pozbawionym cienia, białe niczym śnieg osobniki urodzone na piaskach Krzemii osłaniają pozostałych członków stada, chroniąc ich dzięki temu przed nadmiarem światła. Z kolei podczas zimnych nocy osobniki urodzone w Onyksji otulają stado, oddając ciepło nagromadzone w swej sierści w ciągu dnia. Te niezwykłe zwierzęta są doskonale przystosowane do trudnych warunków, w których przyszło im żyć. Dzięki umiejętności zatrzymywania wypitego płynu, potrafią długo obyć się bez wody. Wykorzystują również wilgoć zawartą w spożywanej roślinności, co jest zadziwiające ze względu na to, że roślinność, na którą trafiają, wygląda jakby trzydzieści lat spędziła w zielniku, w formie zasuszonego eksponatu. Posiadły również umiejętność zaciskania swoich wąskich nozdrzy, podczas piaskowych burz. Z kolei ich oczy są zaopatrzone w ciężkie powieki i długie rzęsy, co chroni je przed przedostawaniem się wielokolorowego, pustynnego pyłu. Rzęsy wielbłądorożców, podobnie jak rogi, niezależnie od umaszczenia zawsze są wielobarwne.

Mądrość przekazywana z pokolenia na pokolenie przez nielicznych stałych, wędrownych mieszkańców Nibypiasków, mówi, że są dwie najsmutniejsze rzeczy na całym świecie – dwoje smutnych oczu wielbłądorożca. Urazja twierdzi, że to bardzo złudne przekonanie, gdyż poza parą wielkich, smutnych oczu wielbłądorożce posiadają niezwykle mocne zęby oraz półmetrowe, spiralnie zakręcone i niezwykle ostre rogi. Rozdrażniony wielbłądorożec, może nie tylko ugryźć i ubóść, ale również napluć na osobnika, który wyprowadził go z równowagi. Grube mięsiste wargi pozwalają tym zwierzętom żuć praktycznie wszystko. Chociaż zwykle wielbłądorożce żywią się trawami, ziołami i krzewami, Urazja widziała jak Lazur z wielkim apetytem przeżuwał apazję błękitną, której cierni używała do nabijania szaszłyków. Kopyta wielbłądorożców są szerokie i spłaszczone, dzięki czemu zwierzęta te mogą bardzo szybko przemierzać piaski. Szybko, chociaż specyficznie, gdyż wielbłądorożce podnoszą naprzemiennie prawą tylną kończynę i lewą przednią oraz lewą tylną i prawą przednią. Specyfika ich chodu sprawia, że wielbłądorożce wciąż kołyszą się na boki i nawet przyzwyczajone do jazdy na nich strażniczki, muszą często robić sobie przerwy, zapobiegając w ten sposób nawrotom choroby piaskowej.

Na terenach Nibypiasaków praktycznie nie ma roślin, a jeśli już się pojawiają, są dość specyficzne. Poza ogromnymi sukulusami o szarej łuskowatej korze i ogromnych pierzastych, dziurkowanych liściach, praktycznie nie ma tam drzew. Urazja twierdzi zaś, że na Nibypiaskach faktycznie nie ma drzew, gdyż sukulusy są jedynie przekształconymi paprociami. Poza sukulusami można tam spotkać sykomony – kolczaste niebieskawe kule, o żółtawych, mdło pachnących kwiatach oraz cierniste, zdrewniałe apazje. Wszystko, co rosło na Pustyni Zorzowej, wydawało się z założenia suche i martwe. Problemem nie był brak wody, a wysycenie podłoża rozmaitymi minerałami. Rośliny spoza Nibypiasków byłyby całkowicie niezdolne do pozyskiwania wody przy takim stężeniu soli mineralnych w glebie. Jednak na Pustyni Zorzowej wykształciły się gatunki flory zdolne do pobierania wody wprost z piasku. Za pomocą substancji, które wydzielały przez korzenie, potrafiły odłączyć cząsteczkę wody związaną chemicznie w strukturze danego minerału. Było to dość niezwykłe i zarazem wiele mówiło o wszystkich organizmach, którym przyszło żyć na Pustyni Zorzowej.

◊◊◊◊◊

Niegdyś Euflora uwielbiała przemierzać Nibypiasaki na Kwarcy, ale obecnie nie sprawiało już jej to takiej przyjemności. W ostatnim czasie wiele się zmieniło i chociaż stado wielbądorożców wciąż przemierzało Pustynię Zorzową, do strażniczek coraz wyraźniej docierała prawda. Przestały mieć wpływ na cokolwiek. Napływ turystów był coraz większy, w Manganii rozstawiano wspaniałe luksusowe namioty, do Onyksji masowo przybywali Ci, którzy na własnej skórze chcieli się przekonać o leczniczych i upiększających właściwościach czarnych piasków, a Helidorię z kolei zadeptywali pielgrzymi. Euflora właśnie z wielką goryczą myślała o tym wszystkim, kiedy na wydmie, z której rozciągał się widok na Manganię, dostrzegła Urazję. Jej przyjaciółka siedziała na grzbiecie Lazura i patrzyła tempo w przestrzeń. Minę miała bardziej zaciętą niż zwykle, w ostatnim czasie. Euflora zatrzymała Kwarcę obok Lazura.

– Co się dzieje? – zapytała osłaniając dłonią oczy.

– Wycinają Sukulusy – odpowiedziała po dłuższej chwili milczenia, Urazja

– Co? – Euflora aż się zachłysnęła – Bez naszej zgody?! Dlaczego nic o tym nie wiemy?!

–Myślę, że decyzja znajduje się gdzieś wśród tych wszystkich papierów, którymi jesteśmy wciąż zasypywane. Oczywiście na pewno przyjdzie również oficjalny raport do wglądu.

– To skandal, przecież nic nie może się tu dziać bez naszej zgody!

– Tak? Doskonale wiesz, że odkąd zniesiono ścisłą ochronę, nic już od nas nie zależy. Jesteśmy odpowiedzialne jedynie za wielbłądorożce.

– Przecież te drzewa to część ich środowiska naturalnego, więc… – zaczęła Euflora, ale Urazja tylko wzruszyła ramionami.

– To nie przejdzie, a oni – wskazała głową w kierunku Oaz Manganii – chcą coraz więcej i więcej.

– Oni?

– Oni, ludzie spoza Nibypiasków.

– Nie zostawię tak tego! – krzyknęła Euflora, zawróciła Kwarcę i wkrótce zniknęła za wydmami.

– Ja też nie – mruknęła zastanawiająco spokojnie Urazja.

Do siedziby strażniczek, będącej jedynie dużym szarym namiotem na granicy Krzemii i Kwarcyzji, Urazja dotarła dopiero, gdy rozgrzana kula gazów zniknęła za roziskrzonym horyzontem. Znów niezwykłe złudzenie optyczne powodowało, że patrzącym w tym kierunku wydawało się, iż wielka trąba mozolnie wciąga słoneczną kulę za linię horyzontu. Urazja zsiadła z Lazura i zdjęła mu uprząż. Więlbłądorożec natychmiast podążył do stada, które właśnie układało się do snu, na lekko zaróżowionej wydmie, zaliczanej jednak wciąż do Krzemii. Wielbłądorożce nie przejmowały się podziałami administracyjnymi, a Kwarca dawała temu wyraz, sięgając nogą piasków Kwarcyzji. Urazja weszła do namiotu. Euflora siedziała skulona w swoim ulubionym różowym fotelu. Obok leżały porozrzucane różne dokumenty. Kiedy Urazja usiadła przed nią na dywanie i podparła brodę na swoich drobnych dłoniach, spoglądając w zadumie na przyjaciółkę, ta rzuciła:

– Tęczak piaskowiec!

– Co? – zdumiała się Urazja

– Tęczak piaskowiec. Wyobraź sobie, że wycinka sukulusów nie ma nic wspólnego z modą na ich liście, z których wyrabia się obecnie luksusowe meble! To jest walka z tęczakiem piaskowcem. Ministrion Ochrony Landów, któremu podlega również Pustynia Zorzowa, zdecydował się na działania nadzwyczajne, ze względu na dobro tego cennego obszaru dzikiej przyrody. Pamiętasz ekspedycję naukową, która kwarcyz temu przybyła do Manganii?

– Tę grupę wymoczków, którym wciąż było za gorąco, a jeden z nich miał, zdaje się, uczulenie na kwarc – uśmiechnęła się krzywo Urazja.

– Tych samych – przytaknęła Euflora – Pobrali próbki kory.

– No i…

– No i w swoich czyściutkich laboratoriach wypatrzyli tęczaka piaskowca, który zaatakował sukulusy. – Euflora podniosła kartkę leżącą najbliżej jej stopy i zaczęła czytać. – Decyzja o usuwaniu części sukulusów manganiowych jest podyktowana nienotowaną od wielu dekad plagą tęczaka piaskowca. Owad ten żeruje na drewnie sukulusów, tuż pod korą, doprowadzając je do śmierci nawet w ciągu jednego kwarcyda. Usuwanie zaatakowanych sukulusów jest zatem działaniem koniecznym, by uniemożliwić przenoszenie się owadów na zdrowe drzewa…

– Więc oni..

– Wycinają porażone sukulusy – dokończyła Euflora.

– Przecież już dawno po wylęgu tęczaków. Obecnie dorosłe osobniki zasiedlają kolejne drzewa.

– Te zapewne zostaną usunięte w kolejnym sezonie – odpowiedziała ponuro Euflora. Urazja uniosła brwi.

– Wiesz przecież, że tęczak stanowi cząstkę życia Nibypiasków i prawdopodobnie występuje na ich terenach od momentu, gdy na Zorzowej Pustyni pojawiły się sukulusy, a w historii tego obszaru zdarzały się już o wiele większe plagi tęczaka – powiedziała po dłuższej chwili.

– Tak.

– Tęczak jest częścią ekosystemu i poraża jedynie słabe osobniki. Drzewa, które padną, jeżeli to w ogóle nastąpi, gdyż sukulusy porażone tęczakiem trzymają się doskonale przez wiele kwarcydów, powoli rozłożą się w cenną próchnicę. Produkty rozkładu drewna wzbogacą podłoże Manganii i staną się pożywką, dla tych nielicznych roślin, które tu rosną.

– Tak.

– Jeżeli porażone sukulusy zostaną wycięte, nie rozłożą się i nie wzbogacą podłoża w próchnicę, a felagi złociste, osetie pstre i inne rośliny wyginą. W efekcie na Nibypiaskach, i tak ubogich w roślinność, zabraknie pokarmu dla roślinożerców, a gdy zmniejszy się ich populacja, również zmniejszy się populacja drapieżników, a nieliczne głodujące zaczną atakować ludzi.

– Wtedy będzie trzeba wprowadzić zezwolenia na dokonywanie odstrzału, dla dobra ogółu oczywiście – odrzekła z nietypowym dla siebie cynizmem Euflora.

Urazja jeszcze wyżej uniosła brwi, co w jej przypadku było oznaką furii. W dodatku nie uśmiechała się. Urazja, pomimo zgryźliwych komentarzy i ponurych myśli, była uważana za osobę niezwykle pogodną. Uśmiech stanowił dla niej rodzaj tarczy. Kiedy tylko przestawała się uśmiechać, jej przyjaciele zaczynali się niepokoić, natomiast uniesienie brwi, było jawnym sygnałem do natychmiastowej ewakuacji. Strażniczki długo siedziały w milczeniu. W końcu Euflora odezwała się.

– Musimy coś zrobić. Trzeba uświadomić tym spoza, czym takie działania grożą wielbłądorożcom, które przecież nadal znajdują się pod ścisłą ochroną. Gdy tylko Słoniec zacznie wtaczać kulę słoneczną napiszę…

– To nic nie da!

– Nadal mamy status Rezerwatu, wprawdzie tylko z częściową ochroną… – zaczęła ponownie Euflora, ale Urazja tylko powoli pokręciła głową.

– Wielbłądorożce zorzowe nadal objęte są całkowitą ochroną!

– Tak, ale nikt nie wysłucha opowieści o zależnościach w ekosystemie!

– Ale… – zająknęła się się Euflora. – Sama jestem naukowcem, wciąż związanym z Uniwersytetem Obrzeżno-Zorzowym.

– Nie zdążysz nawet ust otworzyć, jak cię zagadają.

– Co więc możemy zrobić?

– Zgadzam się, że ochrona wielbłądorożców to właściwy kierunek myślenia. Gdybyśmy udowodniły, że wycinanie sukulusów w sposób bezpośredni szkodzi wielbłądorożcom, szanowny pan ministrion musiałby się grubo tłumaczyć.

– Uważasz, że musiałaby być to jakaś spektakularna szkoda? – zapytała ostrożnie Euflora.

– Tak – odparła Urazja, znów szeroko się uśmiechając.

– Masz jakiś pomysł?

– Owszem.

– Opowiedz mi o nim – poprosiła Euflora. Urazja opowiedziała.

– Nie zgadzam się! – krzyknęła Euflora, zrywając się z fotela. Zgodziła się jednak.

◊◊◊◊◊

Podczas kolejnych kwarcydni Euflora pracowicie i z zaaferowaniem pobierała próbki futra wszystkich osobników ze stada wielbłądorożców. Wielokrotnie opuszczała również Nibypiaski. Często bywała na Uniwersytecie Obrzeżno-Zorzowym, gdzie wiele godzin poświęcała badaniom laboratoryjnym. Przez te eksperymenty spłonęło kilka probówek, wskutek czego nie uchowała się żadna z próbek sierści. Następnie Euflora z wyraźnym zaniepokojeniem pobrała próbki wody ze stawów w Manganii, jak również ze źródeł znajdujących się w Helidorii i Onyksji. Zebrała także próbki podłoża i flory, z bliskiego otoczenia zbiorników wodnych. Spotykała się z licznymi grupami kwarcozoologów oraz kwarcobotaników. Kwestia, która ją nurtowała, wzbudziła w końcu zainteresowanie profesora Granuma, będącego jej bezpośrednim przełożonym. Uczony mimo, że nie lubił opuszczać laboratorium, zdecydował wybrać się do Manganii, by jak sam twierdził, rozwiać obawy Euflory. Burmistrion Manganii, podlegającej od niedawna Kolonii Obrzeżnej, przyglądał się temu z pewnym niepokojem. Skoro jednak ani z ust profesora, ani strażniczki nie padła nazwa tęczaka piaskowca, wkrótce przestał obserwować poczynania, jakby na to nie patrzeć kadry Uniwersytetu Obrzeżnego. Profesor, który uważał się za wielkiego obrońcę dzikiej przyrody, pierwszy raz zobaczył wielbłądorożce na żywo. Zrobiły na nim duże wrażenie. Kwarca przechodziła samą siebie, wachlując długimi rzęsami i ocierając się pyskiem o dłoń naukowca. Granum osobiście pobierał próbki futra osobników w stadzie, znajdującym się pod bezpośrednią opieką i obserwacją strażniczek. Jednak wszystkie ulegały w tajemniczy sposób zwęglaniu, co wprawiało naukowca w zdumienie.

W tym czasie Urazja przemierzała Nibypiasaki na Lazurze, zbierając do swojej torby rozmaite zioła, a przynajmniej rośliny, które uchodziłyby za nie, gdyby nie były tak wysuszone, poskręcane i pokryte cierniami. Wybrała się również do Helidorii, skąd zabrała dwa worki tamtejszego, charakteryzującego się niezwykłymi właściwościami piasku. Z kolei z Onyksji, ku zdziwieniu i niezadowoleniu personelu błotnego SPA OnyX wywiozła kilka wiader czarnego błota leczniczego. Była jednak strażniczką i miała prawo do pozyskiwania naturalnego leku przeciw grzybicy kopyt. Za namiotem, na granicy Krzemii i Kwarcyzji pieczołowicie podgrzewała w kilku kociołkach różne mieszaniny, z czego jedna – żółta i gryząca mogłaby wzbudzić podejrzenia tego, kto zajrzałby do wnętrza garnka. Tą mieszankę Urazja przygotowała zanim jeszcze Euflora wybrała się na uniwersytet. Jednak nikt postronny nie widział zawartości kociołka, ani jej nie wąchał, dlatego nie mógł stwierdzić, że próbki sierści badane w laboratorium Uniwersytetu Obrzeżnego pachniały podobnie.

◊◊◊◊◊

Minęło wiele karcydni. Euflora praktycznie przeniosła się do Manganii, gdzie wraz z profesorem Granumem, czekała na stado wielbłądorożców, które swoim zwyczajem kierowało się w stronę stawów, by uzupełnić zapasy wody. Nie tylko Euflora i Granum czekali na stado. Przemarsz wielbłądorożców stanowił bowiem ogromną atrakcję turystyczną. Nadeszła kwarcynoc, w którą według wszystkich przesłanek wielbładorożce miały zatrzymać się u wodopojów. Nie była to szczególnie ciemna noc. Noce w Mananii nie bywają zbyt ciemne. Fluorescencyjny plankton zamieszkujący stawy Mangani, sprawia, że woda na ich obrzeżach jarzy się zielonkawofioletowym blaskiem. W dodatku Nibypiaski są oświetlane przez trzy nieduże księżyce, z których każdy emituje inny rodzaj światła. Ogromna konstelacja, którą można zaobserwować, ku zaskoczeniu wielu badaczy, jedynie na Pustyni Zorzowej, również wyraźnie rozjaśnia niebo. Jej gwiazdy układają się w kształt doskonale znany wielbicielom wschodów, a raczej wtoczeń na nieboskłon kuli słonecznej. Bez zbytniej wyobraźni można rozpoznać w nim Słonieca! Naukowcy uznali, że układanie się gwiazd w obraz sylwetki Słonieca jest jedynie zbiegiem okoliczności. Zazwyczaj tak twierdzili, kiedy nie potrafili czegoś wyjaśnić. Miejscowe opowieści mówiły coś o mistycznych znakach, jedności wszechświata i kochankach po śmierci zamienionych w gwiazdy. Urazja miała na ten temat własną teorię. Słoniec był po prostu strażnikiem nieba. Strzegł nieba niezależnie od swojej formy, będąc jednocześnie jego nierozerwalną częścią. Urazja miała nadzieję, że Słoniec stoi po ich stronie. To znaczy, po stronie strażniczek, po stronie Kwarrów, po stronie wielbłądorożców, po stronie całej Pustyni Zorzowej. W końcu strażnik nieba jest strażnikiem jasności. Wtacza kulę słoneczną rozpoczynając kwarcydzień, a w każdą kwarcynoc oświetla piaski jako konstelacja. Ta noc miała być szczególne jasna. Zdaniem Urazji powinna spodobać się strażnikowi.

Wszyscy, którzy obecnie wypoczywali w Manganii, zebrali się w pobliżu stawów, by móc obserwować wielbłądorożce u wodopoju. Euflora wraz z profesorem Granumem zajęła stanowisko wśród sukulusów, rosnacych przy największym stawie. Wkrótce wydało im się, że wydmy w oddali przesuwają się. To były wielbłądorożce sunące majestatycznie w kierunku wodopoju. Gdy zwierzęta dotarły na miejsce, zaczęły uzupełniać zapasy wody. Kiedy najstarsze ze stada gasiły pragnienie, młodsze osobniki skubały kolczaste rośliny rosnące wokół. Euflora i Granum z uwagą obserwowali ich zachowania. Od czasu do czasu do ich uszu docierały komentarze turystów: „myślałam, że będą większe”, „właściwie to mogliśmy jechać do Onyksji”. Euflora marszczyła czoło z niechęcią. Wreszcie przewodnik podjął wędrówkę, a za nim ruszyło całe stado. Kiedy zwierzęta wkroczyły na rozległą piaszczystą skarpę, sierść pokrywająca garby wielbłądorożców zaczęła sypać iskry. Naraz garb błękitnego przewodnika zapłonął jasnym blaskiem. Euflora poderwała się na nogi, a Granum wciągnął głośno powietrze. Dobiegły ich gorączkowe szepty zwiedzających Nibypiaski. To nie był koniec. To nie był nawet początek. Garby wielbłądorożców zaczynały płonąć, jeden po drugim. Krwawa łuna rozświetliła niebo, a wielbłądorożce, zdałoby się nieświadome tego co się dzieje, kroczyły powoli i dostojnie przed siebie, aż zniknęły za horyzontem. W oazie panowała nietypowa cisza. Profesor Granum stał z otwartymi ustami.

– Co to było? wykrztusił wreszcie.

– Samozapłon – odparła z dziwnym spokojem, który mógł maskować jedynie początek histerii, Euflora.

– Co? To niemożliwe!

– Niezupełnie, skład chemiczny sierści wielbłądorożców zmienił się ostatnio. Znacznie wzrósł procent zawartości kobaltonu i żelazjum. Sierść zwierząt zaczęła uzyskiwać właściwości substancji piroforycznej, w której przy kontakcie z tlenem może dojść do samozapłonu.

– Przecież to nie takie proste! – Wykrzyknął profesor. – Musiałyby zaistnieć dodatkowe warunki.

– Wysokie temperatury? Jesteśmy na Pustyni Zorzowej. O tej porze nawet w nocy temperatury bywają bardzo wysokie.

– Taaak…

– Może być też inna przyczyna. Namnożenie mikroorganizmów żyjących naturalnie w sierści wielbłądorożców…

– Które wytwarzają ciepło w procesach oddychania – dokończył Grannum. – W wyniku nadmiernego zgromadzenia ciepła dochodzi do samozapłonu i mamy…

– Rozświetloną pustynię i wszechobecny zapach spalonej sierści – uzupełniła drżącym głosem Euflora.

– Tylko co jest przyczyną namnożenia bakterii i roztoczy.

– Zmiana składu chemicznego włosia wielbłądorożców.

– I tak wróciliśmy do punktu wyjścia – podsumował kwaśno profesor. Co mogło spowodować te zmiany? Zmiana składu chemicznego pokarmu?

– Woda.

– Źródło w Helidorii! Jest mocno wysycone związkami… – rozpoczął Granum.

– Niee… – przerwała Euflora, kręcąc głową. Pobrałam próbki wody ze wszystkich źródeł, z których korzysta stado. Sam pan profesor widział wyniki.

– Stawy manganiowe!

– Tak, skład wody uległ ostatnio pewnym istotnym zmianom. Woda jest wysycona żelazjum i kobaltonem. Również rośliny rosnące wokół stawów gromadzą w swych liściach ich związki, a jak pan wie stanowią one najważniejszą część diety tych zwierząt.

– Podejrzewa pani jakąś konkretną przyczynę?

– Tak – Euflora wyraźnie się zawahała.

– Proszę śmiało mówić – zachęcił profesor.

– To może być związane – zaczęła ostrożnie Euflora – ze zmniejszeniem liczebności drzewostanu. Sukulusy przejmowały ogromną ilość żelazjum i kobaltonu z podłoża, nie pozwalając spływać z deszczem związkom tych pierwiastków do wody. Niech pan profesor zauważy, że wielbłądorożce nie żywią się żadną z części sukulusów, jednak żywią się roślinami, które zamiast nich zaczęły przechwytywać większą część naturalnych związków chemicznych z podłoża.

– Taak, trzeba byłoby przeprowadzić szczegółowe badania… – Zaczął profesor tonem zarezerwowanym dla studentów na wykładach.

– Byle szybko!

– A to dlaczego?

– Samozapłony, choć na razie powierzchniowe, są niebezpieczne dla zwierząt.

– Oczywiście, ale trzeba…

– Wielbłądorożce gromadzą wodę, a związki zawarte w niej wysycają właśnie substancję magazynującą, znajdującą się w ich garbach.

– Tak droga pani, ale…

– No i stado zmierza na wschoniec. Za dwa dni dotrze do Helidorii, jeżeli tam dojdzie do samozapłonu…

– Połowa Nibypiasków wyleci w powietrze! Na Słonieca! Ma pani rację. Trzeba zatrzymać stado! – krzyknął Granum.

– Tylko jak?

– Przecież strażnicy…

– Jesteśmy tylko dwie: ja i Urazja, która obecnie… śledzi stado – Euflora wyraźnie przygryzła wargę.

– Trzeba coś z tym zrobić! Niech pani się nie martwi, ruszę niebo i ziemię! Nibypiaski powinny być terenem ściśle chronionym, biorąc pod uwagę bogactwo naturalne tego terenu. To też wspaniałe pole do popisu dla badaczy. Oczywiście musimy przeciwdziałać dewastacji tego terenu! Trzeba natychmiast wstrzymać wycinanie sukulusów, gdyż te bezmyślne działania prowadzą jak widać do poważnych zaburzeń równowagi ekosystemu!

– To niezwykle mądre słowa profesorze! – podsumowała Euflora z namaszczeniem.

Kiedy Euflora rozważała z profesorem Granumem niezwykłe i jak na razie niezbadane zjawisko samozapłonu u wielblądorożców, Urazja zajmowała się zwierzętami. W końcu to był jej pomysł i nie darowałaby sobie, gdyby którykolwiek z jej podopiecznych się poparzył. Maść sporządzona z czarnego błota Onyksji stanowiła doskonałą barierę dla ognia i żaden wielbłądorożec nie ucierpiał. Lazur popatrzył na Urazję z wyrzutem, kiedy ta wyczesywała z jego garbu resztki osmalonej sierści. Urazja poklepała go czule po boku.

– No, na jakiś czas będziemy mieli tu spokój z całą tą turystyką i konieczną ochroną przyrody.

◊◊◊◊◊

Teoria samozapłonu była nieco ryzykowana. W stawach manganiowych rzeczywiście zwiększył się procent żelazjum i kobaltonu, co było naturalnym następstwem trzebienia oaz sukulusów. Wskutek tego związków żelazjum i kobaltonu było również więcej w składzie włosów wielbłądorożców. Oczywiście nie mogło to doprowadzić w żadnym stopniu do samozapłonu, jednak świadectwu oczu nie da się zaprzeczyć. Euflora zastanawiała się nad tym, w jaki sposób działa świat. Przecież uszkodzenie nawet jednego elementu w ekosystemie powoduje zaburzenia w jego funkcjonowaniu. Procesy, które niechybnie doprowadziłyby do zmniejszenia populacji zagrożonego gatunku nie zwracały jednak niczyjej uwagi. Dopiero stado płonących wielbłądorożców sunących przez tęczowe piaski zrobiło odpowiednie wrażenie.

Turyści i przedstawiciele Ministerionu Ochrony Drzew szybko opuścili Manganię. Wkrótce Nibypiaski ponownie uzyskały status Rezerwatu Zamkniętego. Ruch turystyczny podlegał ścisłej kontroli, co bardzo zdenerwowało wyznawców kościoła helidoriańskiego. Jednak Ministerion Ochrony Pustyni Zorzowej pozostał nieugięty. Namioty strażników pyszniły się na piaskach pustyni. Każda z krain posiadała teraz trzy strażnicze bazy, a Helidoria aż sześć. Euflora została mianowana kierownikiem grupy, która zajmowała się zależnościami, jakimi powiązane są organizmy w ekosystemie Nibypiasków. Miała pod sobą dziesięcioosobowy, wykwalifikowany zespół specjalistów różnych dziedzin, a profesor Granum raz na kwarcyz odbierał raporty oraz pobrane przez badaczy próbki materiałów roślinnych, zwierzęcych i mineralnych, które dokładnie badał w uniwersyteckim laboratorium. Często wybierał się osobiście do Nibypiasków, które z dużym upodobaniem przemierzał na Kwarcyzie pożyczanej od Euflory.

Urazja z kolei zajmowała się szczegółową obserwacją zachowań wielbłądorożców. Przydzielono jej dwóch pracowników. Urazja nawet ich polubiła. Na swój specyficzny sposób. Gdy ona i Euflora miały tylko trochę czasu wybierały się wspólnie do Krzemii, do wioski Tkaczy Krzemowych, która przenosiła swoje namioty zgodnie ze szlakiem wędrówek największego stada wielbłądorożców. Tylko tam Euflora mogła odpocząć od badania składu moczu wielbłądorożców, a Urazja od pobierania jego próbek. Siedziały wówczas przy ognisku i słuchały legend. Jedna z nich opowiadała o wielbłądorożcach, które płoną kiedy tylko Nibypiaskom zaczyna zagrażać niebezpieczeństwo. Gdy tkacze opowiadają tę historię, Euflora robi dziwną minę, a Urazja się śmieje. Ma wrażenie, że gwiazda, tworząca oko Słonieca, mruga do niej ilekroć spojrzy w niebo.

Ilustracje: autorskie 🙂

No Comments

Post A Comment