Baśnie wRóże | Gwidon i atak smoka
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
748
post-template-default,single,single-post,postid-748,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Gwidon i atak smoka

Gwidon i atak smoka

Jedna z bajek dla Franka, zawierająca inspirację na deszczowe popołudnie 😉

GWIDON I ATAK SMOKA

Każde kolejne deszczowe popołudnie wprawiało Nianię w zły nastrój. Gwidon, którego zazwyczaj określano wyrażeniami „żywe srebro” lub „energiczny chłopiec”, jeśli nie był na spacerze, zdaniem swojej Niani, chodził po ścianach. Uważała, że ruch i świeże powietrze bardzo dobrze mu robią.

Jednak ciche, jednostajne i miarowe uderzenia kropli deszczu w parapet były najwyraźniej drwiną z planów i przekonań Amelii Pospieszalskiej. W końcu kobieta spojrzała na nieco sennego Gwidona, przyczepiającego powolnym ruchem klocek do wieży z koszmarów architekta i postanowiła działać. Wiedziała, że pozbawiony rozrywek Gwidon wkrótce zacznie robić się marudny, a skoro nie może zapewnić chłopcu ruchu na świeżym powietrzu, zapewni chociaż sam ruch.

Chociaż Niania zazwyczaj wymyślała niesłychanie wręcz nudne zabawy, Gwidon musiał przyznać, że czasem wpadała na jakiś ciekawy pomysł. Wiedział jednak, że musi się bardzo skupić, żeby wymyślić coś innego niż czytanie książeczek, czy budowanie wieży z klocków. Tego popołudnia widział jak marszczy czoło i wiedział, że za chwilę w umyśle Niani zrodzi się jakaś unikatowa myśl.

Niania bynajmniej nie należała do tych wciąż zmęczonych niań, niezmiennie z uporem zdartej płyty powtarzających frazy: „zostaw to”, „nie rób tego”, „bo się pobrudzisz”, „bo się uderzysz” i wiele podobnych. O ile zabawa nie zagrażała zdrowiu, chętnie pozwalała na przejęcie inicjatywy przez dziecko. Gwidon naturalnie nie mógł tego docenić gdyż Amelia Pospieszalska była jego pierwszą i dotychczas jedyną Nianią. Nie miał porównania więc dla niego była najnudniejszą opiekunką na świecie.

Tym razem Niania rozglądała się po pokoju. Jej wzrok spoczął na kocu z frędzlami. Szybko narzuciła go na siebie i zaczęła charczeć. Nieco zaskoczony Gwidon posłał jej spojrzenie, w którym jasno można było wyczytać co sądzi o jej zdrowiu psychicznym. Jednak kiedy kazała mu zmykać przed smokiem, który uwielbia zjadać dzieci, a jego ulubioną przekąską są chłopcy o imieniu Gwidon, rzucił się z chichotem do ucieczki. Gwidon uciekając, nie wiadomo dlaczego krzyczał głośno uch… uch… uch… Widocznie to właśnie, w jego mniemaniu zazwyczaj wykrzykiwali chłopcy gonieni przez smoki.

Za którymś razem zmierzając korytarzem Gwidon potknął się, przewrócił i rozpłakał na cały głos, co zaalarmowało babcią opiekującą się akurat Aureliuszem – maleńkim, zaziębionym braciszkiem Gwidona. Babcia podbiegła do zanoszącego się płaczem wnuka i przytuliła go mocno. W tym momencie z za rogu wychylił się nieco zaniepokojony, beżowy kształt. Kiedy tylko Gwidon zobaczył zmierzające w jego kierunku frędzle, wyrwał się z opiekuńczych ramion babci i ruszył biegiem w kierunku łazienki krzycząc swoje zwyczajowe uch… uch… uch…, nie mniej radośnie niż przed wybuchem płaczu. Za nim ciężko stąpała Niania wydając z siebie ponure mruknięcia. Oniemiała babcia odprowadzała ich wzrokiem, wyrażającym najwyższe zdumienie.

Potem jeszcze kilkakrotnie zobaczyła jak obok niej przebiega jej wnuk, a za nim sunie wielkie, ryczące beżowe coś. Wkrótce tak babcia jak i mama Gwidona nauczyły się nie zwracać uwagi na przeróżne zjawiska. Kiedy zdziwiony, ten czy inny znajomy pytał o wielki twór na środku salonu, który pełza i charczy niepokojąco, najwyraźniej zmierzając w kierunku małego chłopca, machały ręką i mówiły: „To tylko Niania Gwidona”.

No Comments

Post A Comment