Baśnie wRóże | Muza artysty
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
1842
post-template-default,single,single-post,postid-1842,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Muza artysty

Muza artysty

Prawie rok temu napisałam krótkie opowiadanie, które okazało się przepowiednią. Osoba będąca pierwowzorem panny Moniki okrzyknęła mnie Kasandrą, ale zezwoliła na publikację 🙂

MUZA ARTYSTY

Panna Monika codziennie, z uporem maniaka, stuka w klawiaturę, co jest nieodzownym elementem odpowiedzialnej pracy. Stała posada, stanowiąca część egzystencji panny Moniki, uszczęśliwiłaby niejedną kobietę. Zapewnia bowiem prestiż i poczucie ważności, które zawsze wywołują grube mury poważnych instytucji, w ludziach znajdujących się za nimi.

Panna Monika nigdy o to szczęście nie prosiła. Od lat była muzą artysty, co nie jest takie proste. Trzeba znosić wybuchy gniewu, parzyć kawę o nietypowych porach nocy, a czasem nawet dźwigać ciężkie torby z rozpuszczalnikami. Bezduszne urzędy nie rozumieją jednak artystów i nie przewidują istnienia muz. Nie ma dla nich miejsca w żadnej znanej ewidencji. Dlatego panna Monika jako kobieta spełniała się w roli muzy, a jako pełnoprawna obywatelka była zarejestrowana w Powiatowym Urzędzie Pracy. Zdecydowanie odrzucała oferty, podsuwane jej przez tę znamienitą instytucję. Gdy po raz pierwszy została skreślona z listy bezrobotnych, postanowiła zmienić taktykę. Po upływie wyznaczonego okresu zarejestrowała się ponownie i przestała odrzucać oferty. Okazało się, że wystarczy dostatecznie źle wypaść na rozmowie. Po kilku latach i dwóch skreśleniach kolejna odmowa groziła jej usunięciem z listy na dwieście siedemdziesiąt dni. Na to panna Monika nie mogła sobie pozwolić. Chciała mieć dostęp do opieki zdrowotnej, niezależnie od jej jakości.

Z ochotą i entuzjazmem, a przynajmniej miała nadzieję, że jej zachowanie zostało odebrane jako entuzjazm, zgodziła się na rozmowę w sprawie stażu w prokuraturze wojskowej. Przygotowała się do niej wyjątkowo starannie. Zmierzwiła włosy, założyła rozdeptane buty i wyciągnięty, musztardowy sweter, którym wcześniej wytarła kurze. Tak przygotowana udała się na miejsce. Usiadła w korytarzu pod właściwym pokojem. Obok niej siedziały dwie kobiety i ku zadowoleniu panny Moniki, żadna nie wyglądała jak coś, co przywlókł kot sąsiadów. Gdy przyszła jej kolej poczłapała w stronę biurka lekko powłócząc lewą stopą. Jednoczesne powłóczenie oraz człapanie to wyjątkowo trudna sztuka i panna Monika długo nad tym pracowała. Zastanawiała się też nad tikiem nerwowym, ale uznała, że nie należy przesadzać.

Rekrutację przeprowadzał około sześćdziesięcioletni mężczyzna. Obrzucił pannę Monikę uważnym spojrzeniem, po czym wskazał jej krzesło. Ta nie patrzyła mu w oczy, jąkała się oraz skubała rąbek swetra. Mężczyzna chrząkał i z każdym zdaniem wypowiadanym przez kandydatkę na staż coraz wyżej unosił swoje krzaczaste brwi. W końcu zapytał ją, co sądzi o wojsku. Panna Monika w natchnieniu spuściła powieki, po czym otworzyła oczy, wzniosła je ku niebu i zamilkła. Po chwili z żarem w głosie oświadczyła, że uwielbia śpiewać piosenki wojskowe, a zwłaszcza Wojenko, Wojenko. Zapadła cisza. Mężczyzna zaczął bębnić palcami o blat biurka. W końcu skierował swój kościsty palec w stronę ewentualnej stażystki i oświadczył:

– Nadajesz się!

Panna Monika skamieniała i dopiero po dłuższym czasie odzyskała mowę, co uznano za wynik stresu po przebytym radosnym wstrząsie. W ten sposób muza artysty wylądowała na trzymiesięcznym stażu w prokuraturze wojskowej z perspektywą stałego zatrudnienia, które po upływie tego czasu stało się faktem. Obecnie panna Monika, niczym szary duch przemierza ciasne korytarze, smętnie szurając trampkami po linoleum. Muza godna Frantza Kafki!

No Comments

Post A Comment