Baśnie wRóże | Czyściec – Beata
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
1991
post-template-default,single,single-post,postid-1991,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Czyściec – Beata

Czyściec – Beata

Żadna z przyjaciółek nie zapytała Beaty, dlaczego nie zwróciła uwagi kelnerce. Wiedziały, że  nigdy by tego nie zrobiła. Zapewne teraz zastanawiała się nad roztargnieniem i zapracowaniem, Anieli, które doprowadziły do pozostawienia burego zacieku na porcelanie. Beata była niezwykle empatyczną osobą. Zawsze myślała o tym, co czują inni, i dociekała psychologicznych przyczyn nawet najbardziej chamskich zachowań. Wszystkie doskonale wiedziały jaka była Beata.

………………………………………………………………………………………………………………………………………….

Beata była hipokrytką i obecnie nie myślała o Anieli. Włączyła tryb automatyczny. Uśmiechała się do koleżanek, wtrącając w odpowiednich miejscach uprzejme półsłówka. Lekki uśmiech. Skinięcie głowy z pozornym zrozumieniem. Tyle wystarczało. Myślała o swoim życiu. Było idealne. Świetnie zarabiający mąż, dwójka dzieci i duży dom pod miastem. Można powiedzieć, życie skrojone na miarę. Teraz jednak coś wyraźnie zaczynało ją uwierać.

Beata odczuwała niepokój. Uczucie swoistego niedopasowania, które stopniowo narastało. Kiedy była dzieckiem, często miała wrażenie, że nie jest taka, jak powinna. Odkąd pamiętała, rodzice wciąż czegoś od niej oczekiwali i prawie nigdy nie byli z niej zadowoleni. Swoją miłość zazwyczaj wydzielali oszczędnie, po kawałku. Jakby zaraz miała się skończyć. Otulona paplaniną koleżanek, patrzyła na różowy rzucik, zdobiący imbryk z herbatą. Przypomniała sobie pewną sytuację z dzieciństwa.

Narysowała wówczas domek. Obok stało różowe drzewo. Było różowe, bo ten kolor kojarzył jej się z miłością. Jednak gdy pokazała obrazek mamie, ta jedynie sucho stwierdziła, że nie ma takich drzew i wyszła do kuchni. Beata długo siedziała sama. Czuła wtedy, jakby coś rozsadzało ją od środka. W końcu pogniotła kartkę i narysowała nowy obrazek z zielonym drzewem. Pod spodem koślawymi literami napisała: „dla mamusi”. Mamie bardzo się spodobał. Pogłaskała Beatę po głowie i powiedziała, że jest bardzo miła. Rysunek przykleiła na szafce w pokoju, żeby wszyscy mogli na niego patrzeć.

Beata rozdmuchała parę nad filiżanką. Nie wiedziała, dlaczego akurat teraz przypomniała sobie tę sytuację. To było przecież tak dawno. Upiła łyk gorącego płynu. Poskrobała długim paznokciem wzorek na porcelanie. Ckliwe, bladoróżowe kwiatki. Zmarszczyła brwi. Uświadomiła sobie, że różowe drzewo stanowiło pewnego rodzaju początek. Wtedy właśnie postanowiła, że już zawsze będzie miła. I była. Miała dużo koleżanek, a nauczycielki stawiały ją za wzór. Wszystkie sąsiadki zazdrościły jej mamie, że ma taką grzeczną, uczynną córeczkę. Tylko mama zdawała się tego nie widzieć. Beata pamiętała jej wiecznie zacięte usta.

Beata nie uczyła się najlepiej, ale rodzicom zależało na tym, by zdała maturę. Tylko raz wspomniała, że chciałaby zostać fryzjerką. Do tej pory pamiętała burzę, która rozpętała się po tym nieopatrznym oświadczeniu. Poszła więc do liceum w swoim miasteczku. Nie było tak źle. Lubiła chemię i biologię. Zaczęła zastanawiać się nawet nad weterynarią. Tym razem jednak nikomu o tym nie powiedziała. Uznała, że to nie jest, aż takie ważne. Wszystkie swoje wysiłki inwestowała w przyjaźnie. Była pomocna, współczująca i praktycznie z nikim się nie kłóciła. Dlatego wokół niej zawsze znajdowało się wiele życzliwych osób. Teraz również siedziała otoczona przez najbliższe przyjaciółki, ale tego dnia czuła się nieswojo.

Właściwie, nie przepadała za spotkaniami w Czyśćcu. Zawsze wychodziła z tego dziwacznego miejsca z niejasnym uczuciem rozdrażnienia. Przyćmione światło, sączące się przez zakurzone abażury lamp i senna muzyka działały jej na nerwy. Zmuszały do myślenia. Popatrzyła na przyjaciółki. Obecnie Aldona opowiadała monotonnie o kolejnym pomyśle jej nieudacznika. Aldona była wiecznie nieszczęśliwa, ale można było z nią porozmawiać o zwykłych, codziennych sprawach. Podobnie zresztą jak z  zabieganą Marysią. Najbardziej odpowiadało jej towarzystwo Miłki, która zawsze miała dobry humor. Annę lubiła, chociaż ta często ją drażniła. Czasem zachowywała się, jakby nie zależało jej na opinii otoczenia. Beata zupełnie tego nie rozumiała. Przecież warto być miłym. Odstawiła czystą filiżankę i uśmiechnęła się do koleżanek. Nalała sobie aromatycznego płynu.

– Tego mi było trzeba – westchnęła z zadowoleniem.

– Nie ma to, jak gorąca herbata, prawda? – zaświergotała Miłka.

– Zwłaszcza w takie chłodne popołudnie – dodała Beata.

– Nie przepadam za herbatą – stwierdziła Anna, zastanawiając się po raz, który w różnych wariantach powtarzają ten dialog. Aldona nie skomentowała dobroczynnych właściwości herbat.

Beata spojrzała na wyraźnie znudzoną Annę. Zawsze musiała mieć ostatnie słowo, nawet w sprawie herbaty. Dlatego teraz jest samotna. Beata westchnęła i mimowolnie pomyślała o Darku. Poznali się osiemnaście lat temu. Naiwnie, jak to skomentowała jej ówczesna przyjaciółka, dała anons do lokalnej gazetki w dziale ogłoszeń drobnych: „Wysoka blondynka szuka miłości swojego życia”. Na szczęście już wtedy miała swój telefon – Nokię, zwaną cegłą. Dzięki temu nie musiała obawiać się reakcji rodziców na jej sentymentalne mrzonki. Przyjaciółka radziła, żeby lepiej zastanowiła się nad tym, co chce robić w życiu. Beata wiedziała. Chciała wyjść za mąż i wyprowadzić się z domu. Miała dość swojej smutnej matki i wciąż zagniewanego ojca.

Kiedy zdała maturę, z wynikami przygnębiająco przeciętnymi, życie stało się nie do zniesienia. Ojciec wprost nazywał ją darmozjadem i chciał, by zaczęła na siebie zarabiać. Na początku dostała staż z Urzędu Pracy, potem pracowała w sklepie spożywczym, ale po pół roku znów wylądowała na bezrobociu. Mama była wciąż obrażona i przebąkiwała coś o studiach. Beata dwa razy nie dostała się na wymarzoną przez jej rodzicielkę psychologię i nie chciała próbować po raz kolejny. Pragnęła jedynie, by ktoś się nią zaopiekował.

Darek zadzwonił w dwa dni po ukazaniu się ogłoszenia. Studiował wówczas zaocznie, szpanerski jak na małe miasteczko kierunek – marketing i zarządzanie. Od razu jej się spodobał. Był przystojny i opiekuńczy. Słuchał Anathemy więc i Beata zaczęła katować się tymi potwornymi jękami. Kupiła nawet koszulkę. Czarną z rozmazanym paskudztwem na przodzie. Razem z Darkiem oglądali również koszmarne filmy Woodeygo Allena. Śmiała się w duchu, kiedy z zapałem rozwodził się nad Zeligiem. Ciekawe, co by pomyślał, gdyby wiedział, że ona sama tak doskonale potrafiła dopasować się do otoczenia.

Wszystko układało się dobrze, do momentu, w którym Darek znalazł pracę. Dotąd dorabiał w pobliskiej hurtowni i raz na dwa tygodnie jeździł pociągiem na zjazdy do Poznania. Teraz miał pracować w dużej firmie spedycyjnej. Twierdził, że otwierają się przed nim nowe możliwości. Beata od razu wiedziała, czym to pachnie. Cztery miesiące później zaczęła odczuwać mdłości i do Gwiazdki byli zaręczeni. Po ślubie zamieszkali w wynajętej kawalerce. Pojawił się Albert. Darek pracował, ona zajmowała się dzieckiem i domem. Gdy ich synek miał dwa lata, przeprowadzili się do dużego mieszkania w centrum. Niczego im nie brakowało.

Niestety, kiedy Albert poszedł do przedszkola, Darek wyraźnie zmienił się w stosunku do niej. Przebąkiwał, coś o tym, że powinna szukać pracy. Zarzucał jej brak ambicji, a przecież robiła wszystko, żeby stworzyć mu dom. Zawsze czekał na niego obiad. Ich synek był czysty i zadbany. Z jakiegoś powodu to nie wystarczało. Znów zaczęła czuć, że robi coś nie tak. Zwierzyła się z problemów kuzynce, która namówiła ją  na studia zaoczne. Twierdziła, że poszerzą jej horyzonty i zwiększą możliwości na rynku pracy. Zawsze gadała takie głupoty. Niezależnie od tego, decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę.

Darek bardzo ucieszył się, kiedy mu powiedziała o swoich planach. Wybrała kulturoznawstwo, gdyż studia miały opinię niezbyt trudnych. Tam poznała Aldonę, która wówczas rozpaczliwie szukała miłości swego życia. Kobieta od razu przylgnęła do Beaty. Dużo opowiadała o sobie, a Beata potrafiła słuchać. W słuchaniu była naprawdę dobra. Same studia nie sprawiały jej żadnych kłopotów. Bez problemów zdawała kolejne egzaminy. Kulturoznawstwo było jednak kierunkiem niepraktycznym. Beacie to nie przeszkadzało. Nie zamierzała podejmować pracy, ale Darek najwyraźniej w zupełnie inny sposób widział przyszłość swojej żony. Kiedy jeszcze studiowała, mama Darka, poleciła ją w biurze rachunkowym swojej znajomej. Beata nie mogła okazać niezadowolenia. Z uśmiechem, który dużo ją kosztował, przyjęła propozycję.

Pół etatu w charakterze młodszego specjalisty do spraw administracji miało pozwolić na pogodzenie obowiązków zawodowych z życiem rodzinnym. W rzeczywistości oznaczało bycie popychadłem sekretariatu oraz działu kadr, w czasie kiedy emitowano ulubiony serial Beaty. Szefowa od samego początku wyraźnie jej nie lubiła. Beata do tej pory wzdrygała się na samą myśl o niej. Na początku próbowała przypodobać się kierowniczce, ale to nie przyniosło efektów. Szykany i docinki stawały się coraz częstsze. Koleżanki współczuły Beacie, ale nie wiele mogły zrobić. Powiedziała Darkowi o tym, jak jest traktowana w pracy, ale on zbagatelizował sytuację. Stwierdził, że na początku zawsze jest trudno, a ona sama powinna być bardziej stanowcza. Wówczas kierowniczka również zacznie ją szanować. Niczego nie zrozumiał. Beata jednak przyznała mu rację i więcej się nie skarżyła.

Niecałe pół roku później pojawiły się mdłości, a wraz z nimi Nikodem. Wreszcie mogła zrezygnować z pracy. Kierowniczce pozostawiła jednak niespodziankę. Uśmiechnęła się na samo wspomnienie. Studia skończyła w stopniu licencjata, będąc w wysokiej ciąży. Na szczęście nie musiała już więcej myśleć o pracy i samorozwoju. Dzieci rosły. Darek pracował więcej niż kiedykolwiek. Pracował i awansował. Wkrótce zaciągnął olbrzymi kredyt i przenieśli się z mieszkania w centrum do domu pod miastem.

Wszystko wydawało się idealne, aż do chwili, w której Darek otrzymał kolejny awans. Wiązał się on z przeprowadzką do Warszawy. Darek twierdził, że zmiana jest tymczasowa, że będzie codziennie dzwonił i przyjeżdżał w każdy weekend. Na początku rzeczywiście tak było. Teraz po dwóch latach przyjeżdżał do domu średnio co trzy tygodnie i przestał wspominać o powrocie do Poznania. Twierdził również, że ich wspólne zamieszkanie w Warszawie byłoby zbyt ciężkim przeżyciem dla chłopców, ze względu na przeprowadzkę i związaną z nią zmianą otoczenia. Mieli tu w końcu szkołę i przyjaciół. Beata przyznawała rację mężowi, ale czuła, że praca jest dla niego jedynie pretekstem do ucieczki od niej.

Beata naprawdę nie rozumiała, co się stało. Wśród znajomych ona i Darek uchodzili za idealną parę. Praktycznie nigdy się nie sprzeczali. Jednak ostatnio również prawie nie rozmawiali ze sobą. Podczas ostatniego pobytu w domu, za dużo wypił i powiedział jej, że nie wie, jaka jest naprawdę. To śmieszne. Jest po prostu miłą osobą. Wczoraj rozmawiała z Darkiem przez telefon. Opowiadała, jak bardzo chłopcy za nim tęsknią. Miała nadzieję, że pojawi się w piątek. Warszawa to przecież nie koniec świata. Naraz niespodziewany hałas wyrwał ją z rozmyślań.

Ocknęła się, wracając do rzeczywistości. Aldona, Anna i Miłka, zszokowane patrzyły w jednym kierunku. Na środku Czyśćca wśród odłamków porcelany leżała Aniela. Anna zerwała się i podbiegła do kelnerki.

– Nic się pani nie stało? – spytała, klękając przy kobiecie. Aniela zaczęła gramolić się z podłogi.

– Nic mi nie jest – burknęła.

– Została pani kobietą upadłą – zachichotała nerwowo Anna, podając rękę kelnerce.

– Niczego pani nie złamała? – spytała Beata, która właśnie zmaterializowała się na miejscu wypadku.

– Kości całe – wysapała Aniela, otrzepując kolana. – Tylko serwis diabli wzięli! – spojrzała ze smutkiem na skorupy zaściełające podłogę.

– To nieważne! – zapewniła gorliwie Beata, która tylko na chwilę wypadła z roli współczującej osoby.

– Co tam się stało? – zahuczał niski głos. W drzwiach, prowadzących do części przeznaczonej dla personelu pojawiła się ciemna, kędzierzawa głowa.

– A nic! – odpowiedziała z niechęcią Aniela. – Poślizgnęłam się i upadłam. Było mokro.

– Nie mogło być mokro – właściciel głowy wywrócił znacząco oczami.

– Było! – zaperzyła się kelnerka, rozcierając kolano.

– Dobrze już dobrze, zaraz posprzątam. – Powiedział ugodowo mężczyzna. – Cała jesteś?

– Tak – machnęła ręką Aniela – Tylko serwisu szkoda! Taki był ładny – oznajmiła z żalem. – Na imbryczku była namalowana kwitnąca wiśnia. – Beata wzdrygnęła się, patrząc na skorupy.

– Uuuu – zabuczał Lucjan. – Ulubiony Gabriela? – Kelnerka w odpowiedzi ze smutkiem pokiwała głową.

Beata i Anna odprowadziły Anielę na wolne krzesło. Beata wróciła po metalową tacę, która jako jedyna nie ucierpiała w tej spektakularnej katastrofie. Ludzie przy stolikach powoli odwracali głowy od frapującej sceny. Po chwili mężczyzna, który wychylał się zza drzwi, wyszedł ze zmiotką i szufelką. Był wysoki i miał w sobie coś bezczelnego. Nosił dżinsy i czarną koszulkę z nadrukiem. Sprawnie sprzątnął bałagan.

– Lucjan – odezwała się Aniela, która nadal w towarzystwie Anny i Beaty dochodziła do siebie.

– Co?

– Powiesz Gabrielowi o serwisie? – zapytała wyjątkowo potulnym głosem.

– Niech ci będzie – westchnął Lucjan, gładząc swoją szpiczastą bródkę.

– Dzięki.

– Gabriel jest wyjątkowo przewrażliwiony na punkcie naszych naczyń – wyjaśnił Lucjan, jednocześnie mrugając porozumiewawczo do Anny.

Gabriel był kucharzem w Czyśćcu. Jednak żadna z kobiet jeszcze go nie widziała. Anna pomyślała, że była to jedyna rzecz na punkcie, której Gabriel był przewrażliwiony, bo o jakość dań i czystość nie dbał już tak bardzo. Beata i Anna przekazały kelnerkę Lucjanowi. Ten pomógł jej wstać. Skierowali się do drzwi. Kobiety wróciły do stolika. Beata zauważyła, że Miłka musiała jakiś czas temu stracić zainteresowanie zdrowiem Anieli, gdyż obecnie kwieciście opowiadała o najnowszym błyszczyku, nie zwracając uwagi na ponurą minę Aldony.

– Chyba wszystko w porządku – oświadczyła Beata dla podtrzymania pozorów.

– Co? – spytała nieprzytomnie Miłka? – A! No to dobrze – stwierdziła beztrosko.

– Musi uważać, jak chodzi – podsumowała Aldona.

Była zła. Wciąż nie dostała swojego zamówienia, a przez tę fajtłapę, pewnie jeszcze długo będzie czekała na ciasto. Anna usadowiła się ponownie na chybotliwym krześle, spoglądając w stronę drzwi, za którymi zniknęli Lucjan z Anielą. Skubała bezmyślnie dziurę w obrusie, istotnie naruszając niegustowny deseń w różyczki. Aldona spojrzała na nią krytycznie. Nie popierała takiego jawnego biegania za mężczyznami, a w przypadku Anny było widać jak na dłoni, o co chodzi. Dodatkowo drażniło ją towarzystwo pustej, myślącej jedynie o ciuchach i kosmetykach Miłki. Najgorsza była jednak Beata – Połączenie Charlize Theron z Matką Teresą. Beata była tak idealna, że aż bolały zęby. Idealny mąż, idealne dzieci i idealny dom. W dodatku nie przytyła po żadnej z ciąż. Jedynie Marysia była znośna. Przynajmniej nie stroiła się na zwykłe wyjście do kawiarni. Zazwyczaj wpadała bez makijażu i z rozczochranymi włosami.

Nie to, co Anna. Aldona popatrzyła z niesmakiem na jej długie nogi. Anna trącała noskiem czarnego czółenka brzeg narzuty fotela, na którym rozpierała się Aldona. Opowiadała właśnie o swoim kolejnym projekcie. W końcu, o czym miała opowiadać, skoro była sama. Miłka i Beata wtrącały różne bzdurne uwagi. Aldona skrzywiła się niechętnie. Była zwyczajnie głodna. Żałowała, że nie zapakowała sobie batonika. Aldona kochała jeść.

………………………………………………………………………………………………………………………………………….

CDN

6 komentarzy
  • Szczęśliwa Siódemka
    Posted at 09:30h, 26 kwietnia Odpowiedz

    Świetnie się czyta 🙂 Zaciekawiły mnie Twoje bohaterki, polubiłam je 🙂

    • Joanna Furdal
      Posted at 11:46h, 26 kwietnia Odpowiedz

      Dziękuję! Piszę kolejną historię. Przypuszczam, że będzie w niej dużo czekolady 😉

  • irena omegard
    Posted at 18:50h, 27 kwietnia Odpowiedz

    Wspaniale.Czekam na wiecej.

    • Joanna Furdal
      Posted at 00:03h, 28 kwietnia Odpowiedz

      Dziękuję 🙂

  • OgarniaczChaosu
    Posted at 17:03h, 28 kwietnia Odpowiedz

    Mocno wciągające. Śledziłam całą historię życia bohaterki, dorysowując miejsca, wnętrza i wygląd postaci 🙂 I to imię Albert, bardzo mi bliskie!

    • Joanna Furdal
      Posted at 17:52h, 28 kwietnia Odpowiedz

      Dziękuję! Ktoś mi niedawno powiedział, że powinnam większą uwagę zwracać na psychologię postaci. Uznałam, że ma rację. Cieszę się, że coraz częściej udaje mi się „namalować słowem”, to co mam w głowie, a nie jest to takie proste. Do imion przywiązuję ogromne znaczenie i żadne nie jest przypadkowe. Dotyczy to również Alberta 😉

Post A Comment