Baśnie wRóże | Czyściec – Aldona
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
1998
post-template-default,single,single-post,postid-1998,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Czyściec – Aldona

Czyściec – Aldona

Nie to, co Anna. Aldona popatrzyła z niesmakiem na jej długie nogi. Anna trącała noskiem czarnego czółenka brzeg tabaczkowej narzuty fotela, na którym rozpierała się Aldona. Opowiadała właśnie o kolejnym projekcie, który realizowała w pracy. W końcu, o czym miała opowiadać, skoro była sama. Miłka i Beata wtrącały różne bzdurne uwagi. Aldona skrzywiła się niechętnie. Była zwyczajnie głodna. Żałowała, że nie zapakowała sobie batonika. Aldona kochała jeść.

Najbardziej lubiła słodycze. W szafce nad kuchenką zawsze stał słoik Nutelli. Jego obecność działała na nią uspokajająco. W domu rodzinnym Aldony słodycze były towarem luksusowym. Pojawiały się jedynie w święta. Obecnie stanowiły nieodzowny element jej egzystencji.

Życie Aldony zawsze toczyło się wokół stołu. Zarówno jej mama, jak i babcia bardzo dobrze gotowały. Od najmłodszych lat wpajały Aldonie szacunek do jedzenia, którego może zabraknąć. Babcia pamiętała jeszcze czasy powojennego niedostatku. Z kolei mama snuła historie o kartkach na mięso i cukier. Opowieści te wydawały się nierealne w otoczeniu przyjemnych, uspokajających zapachów, wydobywających się z garnków.

Kuchnia stanowiła najważniejsze miejsce w dużym, przestronnym domu na wsi. To tam toczyło się życie rodziny. Aldona pamiętała tatę czytającego przy stole gazetę, wiecznie zabieganą mamę i babcię, urabiającą ciasto w kamiennej misie. Przez ich kuchnię ze staroświeckim, żeliwnym piecem przewijały się również liczne ciotki i sąsiadki, które wymieniały mniej lub bardziej ekscytujące plotki z okolicy. To  cudowne życie skończyło się, kiedy zmarła babcia. Rodzice sprzedali dom i wyprowadzili się do klitki w bloku. Niewielkie miasteczko oferowało Aldonie edukację. Jej siostra Milena urodziła się już po przeprowadzce. Nie poznała niezwykłego, ciepłego świata, który na zawsze wrył się w pamięć Aldony. Może dlatego nigdy się nie dogadywały. Gdy Aldona miała trzynaście lat, tato zmarł, a w niecały rok później do ich ciasnego mieszkania wprowadził się wujek Marek – przyjaciel mamy.

Zaraz po maturze Aldona poszła na studia. Tato marzył, by miała wyższe wykształcenie. Wybrała polonistykę. Fantazjowała, że zostanie pisarką, że kiedyś napisze książkę, taką prawdziwą, o życiu. Nigdy jednak nie była w stanie skupić się na napisaniu czegokolwiek poza obowiązkowymi pracami, a i z tymi bywało ciężko. Po roku poznała Waldka. Wtedy wydawało jej się, że złapała pana Boga za nogi. Coraz częściej nie dotrzymywała terminów oddawania prac. Zawaliła również dwa końcowe egzaminy. Wreszcie zrezygnowała ze studiów i pomimo protestów przyjaciół, zamieszkała z Waldkiem. Był to, jak sama twierdziła, jej pierwszy poważny związek. Rozpadł się po dwóch latach, głównie dlatego, że jedynie ona podchodziła do niego poważnie. Aldona była przekonana, że prześladuje ją wyjątkowy pech. Bezbłędnie wiązała się z nieodpowiednimi mężczyznami. Anna, którą Aldona poznała jeszcze w liceum, twierdziła, że w kwestii mężczyzn jej przyjaciółka ma zepsuty kompas. Chamstwo odczytywała zazwyczaj jako szczerość i bezpośredniość. Natomiast tam, gdzie inni widzieli zwyczajną nieuczciwość, ona dostrzegała zaradność.

Przez jakiś czas Aldona i Anna mieszkały razem. Gdy Aldona odchorowała rozstanie z Waldkiem, postanowiła znów podjąć naukę. Wybrała kulturoznawstwo. Nie zastanawiała się, w jaki sposób utrzyma zaoczne studia. Znalazła pracę w sklepie i wynajęła małą kawalerkę, po czym dla obniżenia kosztów, zaczęła szukać współlokatorki. Na Annę wpadła przypadkiem na mieście. Okazało się, że dawna koleżanka szuka właśnie pokoju. Zamieszkały razem, chociaż Aldonie wydawało się to nienaturalne. W głębi serca wiedziała, że kobieta w jej wieku nie powinna bawić się w studentkę, tylko zajmować własną rodziną. Annie najwyraźniej nie przeszkadzało takie życie, co dodatkowo wyprowadzało Aldonę z równowagi.

Anna zawsze była bardzo krytyczna w stosunku do mężczyzn. Najpewniejszy sposób na samotność! Aldonie z kolei nigdy nie podobali się chudzi, intelektualiści, do których wzdychała współlokatorka lub robiła coś, co w jej beznadziejnym przypadku mogło uchodzić za wzdychanie. Aldona miała określone wymagania. Jej zdaniem facet powinien być męski i konkretny. Anna zwykle kwitowała opis wymarzonego mężczyzny przyjaciółki śmiechem, twierdząc, że w jej przypadku oznacza to zazwyczaj niedomytych prostaków. Aldona obrażała się wówczas, ale nigdy nie na długo, bo to Anna gotowała, kiedy ona biegała na randki.

Pomyślała o naleśnikach, które w ich małej wspólnej kuchni smażyła koleżanka. Naraz zdało jej się, że poczuła ich zapach. Rozejrzała się niecierpliwie. Jej wzrok padł na przechodzącego obok Lucjana, który najwyraźniej przejął obowiązki Anieli i właśnie przyniósł parze zajmującej stolik obok toalety porcję naleśników i sałatkę. Aldona przełknęła ślinę. Właściwie, to ona pierwsza złożyła zamówienie. Spojrzała na sałatkę z urazą. Nie uznawała sałatek za jedzenie przeznaczone dla gatunku ludzkiego. Z ich ekipy zamawiała je zazwyczaj Miłka, która właśnie opowiadała o jakimś rodzinnym spotkaniu, dokładnie omawiając poszczególne potrawy.

– Widziałyście? – przerwała jej obcesowo Aldona.

– Co? – Zdziwiła się Beata.

– Koszulkę Lucjana – oznajmiła świszczącym szeptem Aldona.

Miłka z szeroko otwartymi oczami pokręciła przecząco głową. Z natury nie zauważała niczego, chyba że ktoś pokazał jej dane zjawisko placem, a i wówczas nie zawsze.

–  Chodzi mi o te napisy! W końcu zwrócę mu uwagę! – powiedziała gniewnie.

– Aaa napisy – westchnęła Beata.

Za każdym razem, gdy spotykały się w Czyśćcu, Lucjan nosił czarną koszulkę z nadrukiem. Treści, które z pokerową twarzą prezentował na torsie, nigdy się nie powtarzały, ale zawsze były nieco dwuznaczne. Dla Aldony z niezrozumiałych przyczyn stanowiło to kamień obrazy. Ona sama uznawała je za przejaw poczucia humoru. Aldona wyraźnie nie przepadała, za Lucjanem. Beata nie wiedziała dlaczego. Wyglądał na solidnego faceta. Zastanawiała się jedynie, dlaczego przystojny, inteligentny mężczyzna, po czterdziestce pracuje w Czyśćcu. Jednak niezależnie, co doprowadziło do tego, że utknął w tym mauzoleum, nie zasługiwał na jawną niechęć, którą okazywała mu Aldona. Jako pracownik wobec klientki stał na przegranej pozycji. Musiał być uprzejmy. Ona nie.

Poza tym wiedziała, że Aldona potrafi być niemiła bez większych powodów. Teraz pewnie po prostu zniecierpliwiła się długim oczekiwaniem na swoje zamówienie. Beata spojrzała w zawziętą twarz przyjaciółki. Często zastanawiała się nad jej poczuciem przyzwoitości. Aldona bez wahania oceniała i potępiała innych, nie dostrzegając we własnym postępowaniu niczego niewłaściwego. Beata poczuła narastający bunt i już chciała coś powiedzieć, kiedy napotkała drwiący wzrok Anny. Czasem miała wrażenie, że ta czyta w myślach. Opanowała się, przypominając sobie, że jest miłą osobą.

– Co tym razem? – zapytała bardziej z obowiązku towarzyskiego niż z ciekawości.

– Coś o goliźnie, jak zwykle! – prychnęła Aldona. Miłka zachichotała, a Anna zaczęła strzepywać wyimaginowany pyłek z rękawa bluzki.

– Ciekawe ile może mieć tych koszulek? – zmieniła temat Beata i zanim ktokolwiek zaczął się nad tym zastanawiać, dodała. – O czym mówiłaś Miłka? – Miłka zmarszczyła czoło, nad idealnie zarysowanymi brwiami.

– Nie pamiętam… – zasępiła się wyraźnie. – Aaa, opowiadałam wam o tym, co upiekła Zuza na urodziny cioci Marii.

Aldona spojrzała niechętnie na Miłkę. Ta z kolei szukała księcia z bajki. Miał być przystojny, zamożny i wykształcony. Aldona śmiała się w duchu z jej nierealnych oczekiwań. Przeżyła nieprzyjemne zaskoczenie, kiedy ponad rok temu rozchichotana Miłka pokazała jej pierścionek zaręczynowy. Ze swoim idealnym Michałem spotykała zaledwie od pół roku. Ona sama już wtedy była z Norbertem, który tematu małżeństwa unikał jak diabeł święconej wody. No, ale nie długo się Miłka nacieszyła. Huczny ślub i ogromne wesele, a kilka miesięcy później rozstanie. Miłka nigdy nie opowiadała o tym, co się właściwie stało. Aldona wiedziała, że przyjaciółka po prostu nie nadawała się na żonę. Mężczyznom może i podobają się upudrowane harpie, ale w stałych związkach oczekują, ciepła i wyrozumiałości. Dlatego nigdy nie przestała wierzyć, że do niej również uśmiechnie się szczęście.

Kiedy jeszcze mieszkała z Anną, zapisała się na kilka portali randkowych. Jednak kolejne spotkania przynosiły rozczarowania, a czas mijał. Koleżanki z liceum już dawno miały mężów i dzieci, a ona czuła się gorsza. Wreszcie poznała Olka. Nie był przystojny, ale nie przeszkadzała mu jej nadwaga ani brak perspektyw na zdolność kredytową. Nie myślała wówczas o tym, że jak to zauważyła Anna, od dwóch lat nie miał pracy i nie wyraził się dobrze o żadnej ze swoich poprzednich partnerek życiowych. Olek roztoczył przed Aldoną wizję wspólnego życia we dwoje, w którym będzie o nią dbał. Tego właśnie pragnęła. Anna wątpiła w realność tych rojeń, ale Aldona nie słuchała. W ekspresowym tempie wyprowadziła się z kawalerki.

Cztery miesiące później kolejna wielka miłość skończyła się nieodwołalnie. Rozgoryczona Aldona przerwała studia. Zacisnęła zęby i postanowiła się nie poddawać. Nie było jej stać na wynajem czegokolwiek. Pracę rzuciła tuż przed przeprowadzką do Olka i nie posiadała żadnych własnych środków. Zamieszkała kątem u znajomych. Z pomocą przyszła jej również Beata, która poleciła ją jako sprzątaczkę swoim zamożnym znajomym. Aldona bynajmniej nie była jej wdzięczna. Czuła, że ta potraktowała ją jak służącą. Z drugiej strony nie miała wyjścia. Nie zamierzała wracać do miasteczka, w którym spędziła większą część dzieciństwa. Nic ją tam nie czekało.

Chciała dla siebie lepszego życia. Wiedziała, że na nie zasługuje. Marzyła o dobrej pracy, przestronnym mieszkaniu i przede wszystkim o miłości. Miłość jest w końcu tym, co czyni życie pełnym. Zamierzała znaleźć drugą połowę, zanim będzie za późno. Po wielu jałowych spotkaniach z niedojrzałymi mężczyznami poznała wreszcie Norberta. Nawiązali kontakt przez jeden z wielu portali randkowych, na których była zarejestrowana. Od razu między nimi zaiskrzyło. Norbert był rozwodnikiem. Poprzednia żona złamała mu serce i Aldona wiedziała, że tylko ona zdoła je uleczyć. Od  tego czasu minęły trzy lata.

Urodziła im się córka Rozalia i dobrze im się układało. Niestety Norbert nie wspominał o ślubie. Kiedy Aldona napomknęła o legalizacji ich związku, oświadczył, że nie może pochopnie decydować się na tak poważny krok. Musi myśleć o pracy i rozwoju. Norbert wciąż angażował się w nowe projekty. Niestety jego kolejne pomysły na złoty interes spełzały na niczym i gdyby nie pomoc jego rodziców byłoby krucho. Norbert dużo czasu spędzał również ze swoim synem z pierwszego małżeństwa. Aldonę to niepokoiło. Zwłaszcza że odwiedziny u chłopca wymuszały jego spotkania z byłą żoną. Wiecznie skwaszona Marzena stanowiła jej zdaniem, przyczynę trwałej niechęci Norberta do małżeństwa. Była też przekonana, że Marzena spiskuje przeciw niej. Miała wrażenie, że to przez nią przestała podobać się Norbertowi.

Może gdyby schudła, Norbert znów, by się nią zainteresował? Aldona z niesmakiem myślała o swojej figurze. W ciąży przytyła znacznie ponad normę. Jej lekarz martwił się tym, ale przecież musiała jeść za dwoje. Niestety z dwunastu kilogramów nadwagi zrobiło się dziewiętnaście. Z zazdrością patrzyła na koleżanki, wbijające się w nieosiągalny dla niej rozmiar S, co jedynie powodowało w niej narastającą frustrację. Wreszcie postanowiła przejść na dietę. Zaczęła ograniczać słodycze i kontrolować kalorie. Zdarzało się, że nie jadła cały dzień, wierząc, że w ten sposób szybciej zrzuci wagę. Dzięki temu wieczorami potrafiła pochłonąć więcej niż w ciągu całego dnia. Norbert na początku ją wspierał. Nie wytrzymała długo, ale wstydziła przyznać się do porażki. Postanowiła utrzymywać iluzję diety. Przy Norbercie, jego rodzicach i wspólnych znajomych ściśle pilnowała tego, co trafiało na jej talerz. Robiła to z mężną miną, gdyż wiedziała, że w szufladzie pod skarpetkami znajduje się zapas batoników. Efekty był piorunujący. Przytyła sześć kilo.

Wreszcie rzuciła diety na rzecz samoakceptacji i piękna wewnętrznego. Zaczęła promować wizję, według której prawdziwa kobieta powinna mieć krągłości. W końcu szczupła sylwetka nie wiele pomogła Annie, która nie ułożyła swojego życia osobistego, jak należy. Również zadbana Miłka, została porzucona zaledwie po pół roku małżeństwa. Najważniejsza jest bogata osobowość. Powtarzała to z taką rozpaczliwą żarliwością, że przyjaciele i rodzina powstrzymywali się od jakichkolwiek komentarzy. Norbert się nie powstrzymywał, ale jego uwag nikt nie słyszał, a Aldona nie zamierzała się komukolwiek zwierzać.

– Co powiedział Norbert? – zapytała naraz Beata. Aldona wzdrygnęła się, otwierając szeroko oczy.

– Co? – bąknęła.

– Pytałam o to, co powiedział Norbert na temat wizyty Rozalii u alergologa.

– Przepraszam, zamyśliłam się.

– Widzimy – zaszczebiotała Miłka.

– Jeszcze z nim nie rozmawiałam.

– A wprowadziłaś już zmiany w diecie małej? – dociekała Beata.

– Nie, jeszcze nie – odpowiedziała z ociąganiem Aldona.

– To świetna lekarka! Mój Albercik zmienił się nie do poznania. Mówię wam! – Beata zaczęła z entuzjazmem opowiadać o pozytywnych zmianach w życiu Albercika.

Aldona pokiwała głową i uśmiechnęła się blado. Zawsze dbała, by Rozalii niczego nie brakowało. Gdy była maleńka, wciąż wydawało jej się, że  płacze, bo jest głodna. Kiedy Rozalia miała osiemnaście miesięcy, pediatra zwrócił uwagę, że dziewczynka ma zbyt dużą ilość tkanki tłuszczowej i skierował ją na konsultację do dietetyka. Aldona zabrała Rozalię do poleconej dietetyczki. Ta oświadczyła, że jej córeczka ma nadwagę. Twierdziła, że zbyt duża ilość jedzenia powoduje rozchwianie mechanizmu, pozwalającego odczuwać głód i sytość. Zasugerowała, że ona Aldona ją przekarmia, a przecież dziecko powinno jeść i poznawać różne smaki! Mówiła też o uzależnieniu od słodyczy. Twierdziła, że Rozalii nie są potrzebne cukierki, ani czekoladki, które można zastąpić zdrowszymi przekąskami. Aldona wysłuchała wszystkich rad, zapisała wytyczne odnośnie do diety i nigdy ich nie zastosowała. Nie chciała ograniczać Rozalii czegoś, co sprawiało jej przyjemność.

A teraz to! Od jakiegoś czasu Rozalię wciąż bolał  brzuszek, a na rękach i nogach pojawiła się paskudna wysypka. Poszła z nią do pediatry, a ten skierował ją do alergologa. Poprosiła Beatę o radę. Skrupulatnie zapisała adres poleconego lekarza. Zarejestrowała córkę i poszła z Rozalią na umówioną wizytę. Do tej pory rumieniec wypływa jej na twarz, na samo wspomnienie. Pamięta przenikliwe, ostre spojrzenie lekarki. Właściwie to ta o nic ją nie oskarżała. Oświadczyła jedynie sucho, że ma kilka podejrzeń względem tego, co szkodzi Rozalii, a teraz ważne jest, by dziewczynka ściśle przestrzegała diety eliminacyjnej. Zaleciła włączać poszczególne produkty w określonym czasie i obserwować dziewczynkę. Przepisała też krem, zaznaczając, że ten jedynie złagodzi objawy, nie zwalczając przyczyny. Minęły dwa tygodnie od wizyty, a Aldona nie zastosowała się do zaleceń. W dodatku wysypka na nogach Rozalii wyraźnie się zaostrzyła. Na szczęście Norbert jeszcze tego nie zauważył.

Aldona była coraz bardziej rozdrażniona. Zawsze, kiedy się martwiła, musiała coś zjeść. Nagle na stół, tuż przed nią ze stukiem opadła taca. Rozmowy urwały się w jednej chwili. Przy stoliku stał zwalisty mężczyzna z szerokim uśmiechem na nalanej twarzy. Wszystkie znały Piotra. Każdy prawie lokal ma swojego Piotra. Kogoś, kto tak się zasiedział, w danym miejscu, że różnice pomiędzy gościem a pracownikiem uległy zatarciu. Anna była prawie pewna, że  Piotr nie znajdował się na liście płac Czyśćca. Pamiętała go jeszcze, kiedy pracował w ochronie klubu, do którego chodziła z przyjaciółką. Pasował na bramkarza. Ogolony na zapałkę o gracji i figurze góry lodowej. Nie wiedziała, dlaczego go zwolniono. Plotki głosiły, że obowiązki przerosły jego możliwości intelektualne.

– Zamówienia pięknych pań – odezwał się niskim głosem. – Aniela się wyje… – spojrzał w zimne oczy Anny i zawahał się – Ekhm, Aniela przewróciła się i jeszcze boli ją kolano. Roznoszę za nią zamówienia – wyjaśnił gładko.

– Rozumiem – rzekła sucho Anna.

– Słodycze dla najsłodszej – zarechotał Piotr, podsuwając talerz z ciastem do Aldony, która w tym momencie roześmiała się wdzięcznie.

– Dziękuję! Jaki pan miły – odezwała się nienaturalnie. Piotr rozpromienił się, ale jego uśmiech stężał w momencie, gdy dostrzegł minę Anny.

– A to dla ciebie – powiedział, podając jej napój.

– Dziękuję – Anna przyjęła filiżankę kawy z kamiennym wyrazem twarzy. Piotr podciągnął opadające spodnie.

– Lucjan zrobił dokładnie taką, jak lubisz – dodał. Anna znieruchomiała z filiżanką w połowie drogi do ust. – Mocną! – zrzucił bombę. Beata zakrztusiła się herbatą i zaczęła kaszleć gwałtownie.

– Panie Piotrze – odezwała się, z mocnym postanowieniem zapobiegnięcia katastrofie, która mogłaby zaraz nastąpić – Jak się czuje Aniela?

– Dobrze będzie! Najważniejsze, że giry nie złamała! – machnął ręką mężczyzna – Do wesela się zagoi. Tylko że teraz łazić nie może, a Lucjan musiał już stanąć za barem. No, ale na szczęście ja tu byłem.

– To bardzo uprzejmie z pana strony – ciągnęła niezmordowana Beata.

Anna czuła dla niej prawdziwy podziw. Beata potrafiła wybrnąć z każdej sytuacji, która wymagała talentów dyplomatycznych. W dodatku teraz Aldona dolewała jedynie oliwy do ognia, a Miłka wyłączyła się i oglądała z zadumą swe długie, różowe paznokcie. Spojrzała na zadowolonego z siebie Piotra. Wzięła głęboki wdech i posłała mu to, co miała nadzieję, uznał za pojednawczy uśmiech.

– To prawda – powiedziała spokojnie. – Dobrze, że byłeś dziś na miejscu – dodała, pogodzona z upartym mówieniem jej na „ty”.

Piotr uniósł brwi, a bystry błysk w szarych oczach sugerował, że pogłoski o jego głupocie są przesadzone. W pewnym sensie jego również Anna podziwiała. Uznała, że jest jedynym facetem na świecie, który bez zmrużenia powiek, prawi komplementy Aldonie. Próbował nawet flirtować z Anielą, co można porównać tylko do tresury krokodyli. Nie brak mu było przebojowości i brawury, która w średniowieczu kwalifikowałaby go na rycerza. Lub taran.

– Uhm – mruknął Piotr, pocierając swój perkaty nos.

– Pójdę po piwo – oświadczyła z uśmiechem Anna. Wstała i ruszyła w kierunku baru, za którym stał już Lucjan.

– No, no – zahuczał Piotr, kiedy Anna oddaliła się poza zasięg jego głosu. – Jaka milutka co? Zazwyczaj to bez kija nie podchodź.

– Jak zwykle trafił pan w dziesiątkę – stwierdziła Aldona z ustami pełnymi ciasta.

– No, nie wiem – powiedziała z zadumą Beata.

– Nie taka, jak się wydaje co? – zapytał Piotr.

– Może – odparła powoli, patrząc na filigranową figurkę wspartą o kontuar.

………………………………………………………………………………………………………………………………………….

CDN

No Comments

Post A Comment