Baśnie wRóże | Teoria chaosu i dzikie muzy
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
1462
post-template-default,single,single-post,postid-1462,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Teoria chaosu i dzikie muzy

Teoria chaosu i dzikie muzy

W, ledwie zapowiedzi półmroku można było zaobserwować ludzi, wielokrotnie pokonujących przestrzeń pomiędzy holem kolumnowym, a pomieszczeniem stanowiącym połączenie kulis i garderoby. Te pozornie chaotyczne działania miały jednak swój głęboki sens. Służyły napotykaniu innych opowiadających, w celu…. opowiedzenia im czegoś! Bowiem każda opowieść, rodzi kolejną.

13 maja 2017 roku w Holu kolumnowym w Centrum Kultury ZAMEK, w Poznaniu rozpoczęła się kolejna, jak to stwierdzili niektórzy ósma lub dziewiąta, odsłona Nocy 1001 Baśni. Jeżeli przyjąć wersję dziewiątej odsłony, uczestniczyłam w tej imprezie po raz ósmy. To właśnie na drugiej z kolei Nocy 1001 Baśni, przełamując lęk przed wystąpieniami publicznymi, zaczęłam opowiadać i jak na razie nie przestałam. Tym razem postanowiłam podzielić się bajką, pochodzącą ze zbioru: Bajki ludów nadbałtyckich, z 1951 roku. Książkę tę podarował mi znajomy z prośbą przekazywania opowieści jego dzieciństwa. Kiedy przygotowywałam Czarodziejski młyn – pełną cudownych nonsensów, estońską wersją Kopciuszka, okazało się, że czegoś jej brakuje. Postanowiłam odpocząć od niej trochę. Wróciłam do  tekstu przy… obieraniu ziemniaków. Po chwili złapałam się na tym, że zaczynam naśladować występującego w bajce staruszka – żebraka. W tym momencie, do wspólnego korytarzyka wkroczyły mieszkanki sąsiedniej komórki. Po chwili usłyszałam: „U sąsiadki ktoś jest”. To było zaraz po tym, gdy skrzekliwym głosem poprosiłam główną bohaterkę opowieści, o kubek wody. Pomyślałam sobie wówczas, że podejrzenia o schizofrenię paranoidalną jeszcze nigdy nie były tak blisko. Na Nocy 1001 Baśni żebrak nie był nawet w połowie tak realistyczny. Być może powinnam obierać ziemniaki w trakcie opowiadania?

Organizowana dwa razy w roku, przez grupę Baśnie Właśnie, Noc 1001 Baśni jest cyklicznym przedsięwzięciem, stanowiącym pretekst do spotkania dla wszystkich, którzy kochają opowieści. Impreza ma charakter charytatywny. Tym razem dochód ze sprzedaży biletów został w całości przeznaczony dla Środowiskowego Domu Samopomocy Kamyk. Na Nocy 1001 Baśni opowiadają zarówno osoby, pracujące głosem jak ci, którzy nie mają doświadczenia w występach publicznych. Można opowiadać pojedynczo, zbiorowo lub w parach. Istnieją też różne sposoby przedstawiania historii. Są tacy, którzy opowiadają za pomocą gestu i słowa, dźwięku, a nawet wykorzystują… milczenie. Historię da się wytańczyć, wyśpiewać lub zagwizdać. Podczas opowiadania można wykorzystywać kostiumy, rekwizyty, wciągać do fabuły publiczność lub w inny sposób pobudzać ciekawość słuchaczy, ale zawsze to opowieść jest najważniejsza. Na tegorocznej odsłonie pojawiły się nie tylko klasyczne baśnie, ale również utwory autorskie, opowiadania oraz zaskakujące adaptacje, pozornie znanych tekstów.

Spotkanie tradycyjnie rozpoczęła etiuda muzyczna w wykonaniu bajkowych muzyków: Rafała Zgody, Julii Rauhut, Laury Foremskiej oraz Wojciecha Tatarynowicza. Następnie Martyna Rubinowska zainaugurowała spotkanie, opowiadając o ogniu bajarzy. W części przeznaczonej dla młodszych słuchaczy swoje miejsce znalazły zwierzęta, magiczne stwory, cuda i dziwy wszelakie. Wataha wilków opowiedziała wilczą baśń, zarówno w języku mówionym jak i  w języku migowym. Natomiast z baśni Xeni Starzyńskiej wyskoczyły rozmaite zwierzęta afrykańskie. Od razu zakochałam się w małpie. Być może dlatego, że czasem zdarza mi się naśladować goryla. Zbyszek Szulc opowiedział własną bajkę industrialną o kruszarce do gruzu, a Hubert Brychczyński i Julka Rauhut, przedstawili Kota w butach, w adaptacji Jana Brzechwy. Był to absolutny precedens, gdyż w tej wersji znałam go jedynie z serii słuchowisk muzycznych – Bajki Grajki. O ile na podstawie książek i przedstawień nie trudno stworzyć słuchowisko, to zrobienie przedstawienia na kanwie słuchowiska jest dużo trudniejsze. Hubert jednak stanął na wysokości zadania, wcielając się jednocześnie w kota, młynarczyka, króla, a nawet cały królewski orszak! Poza kotami oraz zwierzętami afrykańskimi faunę w opowieściach dla dzieci reprezentowali… imbryk, który zamieniał się w borsuka oraz uwielbiająca gwizdać, foka Lucynka – bohaterka kolejnej, oceanicznej bajki Moniki Łukomskiej. Nieco liryki wkradło się dzięki rajskiej róży, która pojawiła się w prawdziwie magicznej baśni – O Lei, rajskiej róży i Ślepym królewiczu, zaprezentowanej przez Łucję Walkowiak. Nastrój podtrzymała piękna baśń Jerzego Afanasjewa o Pannie Fontannie, opowiedziana przez Łukasza Bernady.

Część dla dorosłych zatonęła w morzu absurdu. Pojawili się w niej, między innymi prószkowscy rycerze Masa i Kiełbasa, przywołani przez Bartosza Woźniaka oraz centaur, którego losy zostały przedstawione w języku starobaśniowym. W „oryginale” bajkę opowiedziała Groszek Stailewicz, a po mistrzowsku przetłumaczyła ją Elżbieta Stanilewicz. Marek Cybułka wyznał w imieniu autora, ile trudu ten musi sobie zadać w obliczu niedoboru celulozy, by dotrzeć do czytelnika.  Natomiast Vampek Król, w opowieści o paniach, skierowanej do panów, z uporem dążył do pointy, co wcale nie jest takie proste w przypadku baśni włoskich. Nie zabrakło też mrocznych czarownic, nietypowych stworów oraz możnych władców, których kaprysy spędzają sny z powiek spokojnych poddanych. Zupełnie inny charakter miała opowieść Laury Foremskiej – Puszczający stateczki, przedstawiona w niezwykle poetycki, wysmakowany sposób, za pomocą obrazu i dźwięku. Część przeznaczona dla dorosłych słuchaczy, chociaż równie różnorodna jak część dla dzieci, osiągnęła pewien specyficzny poziom abstrakcji. Dzikie muzy krążyły wokół, a nawet jeśli nie dzikie, to zdecydowanie nieoswojone.

Znacznie wcześniej jedna z nich natchnęła Zbyszka Szulca do stworzenia absolutnie wyjątkowej, industrialnej bajki – O starych rzeczach i kruszarce do gruzu. Monika Łukomska z Tralalele, która stała się inspiracją i jednocześnie bohaterką historii, rozpłakała się. Zapewne ze wzruszenia, chociaż muszę przyznać, że w ciemnościach z boku dobiegło coś na kształt zduszonego śmiechu. Sama doskonale pamiętam rozważania, dotyczące kruszenia gruzu, w których prawie rok temu brałam udział. Nie tylko Monika, ale również ja mam zaszczyt pełnić funkcję muzy. Zajęcie to wykonuję dwa razy w roku. Napełniam mianowicie natchnieniem jednego, z przyjeżdżających regularnie na Noc 1001 Baśni, bajarzy. Muszę przyznać, że idzie mi bardzo dobrze, chociaż dostarczam raczej przyziemnych natchnień. Tym razem otrzymałam w podziękowaniu, własnoręcznie ozdobioną przez niego różanym motywem, drewnianą łyżkę. Ponadto zostałam obdarowana bukiecikiem, w którym róża także znalazła swoje miejsce.

Tam gdzie ludzie snują opowieści, nowe historie same zdają się rodzić. Jedna opowieść, niczym w bajaniach Szecherezady przechodzi płynnie w kolejną. Noc 1001 Baśni to idealne miejsce dla muz, nawet tych kompletnie dzikich. Pewnej nocy wśród ludzi, którzy pragnęli tworzyć, pojawiły się dwie muzy: Muza Bajek i Poezji oraz pragmatyczna Muza Rzemieślnicza. Naraz w umysłach obecnych zaczęły pojawiać się zalążki dziwnych historii, które najczęściej dotyczyły rzeźbionych krzeseł i malowanych kubków…. Czyż to nie dobry początek kolejnej opowieści?

Fotografie: Baśnie Właśnie

No Comments

Post A Comment