Baśnie wRóże | Spadkobiercy Ariadny
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
1560
post-template-default,single,single-post,postid-1560,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Spadkobiercy Ariadny

Spadkobiercy Ariadny

Podobno wykazano, że szydełkowanie i robienie na drutach zwiększa naszą koncentrację, pozwala się odprężyć, a rytmiczny, powtarzalny charakter tych czynności, pomaga zredukować stres oraz obniżyć ciśnienie. To zapewne sprawka amerykańskich naukowców, którzy nie ustają w swych eksploracyjnych działaniach. Pewnym jednak jest, że dzierganie uspokaja i wycisza. Przynajmniej na mnie działa w ten sposób. Niedawno mój znajomy stwierdził, że biorąc pod uwagę ilość moich robótek, muszę być bardzo nerwową osobą. Całkiem możliwe.

10 czerwca na całym świecie, a przynajmniej w tych jego rejonach, w których docenia się miękkość tkanin, organizowany jest Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych. W moim przypadku był to cały weekend, gdyż w sobotę świętowałam w Bibliotece Domu Bajek, a w niedzielę, w Ogrodzie Wilda. Obchody święta, zapoczątkowanego w 2005 roku przez Danielle Landes, często trwają przez cały tydzień, między drugą sobotą czerwca, a jego trzecią niedzielą. W tym dniu lub tygodniu miłośnicy szydełek oraz drutów mogą poznać się i rozwijać swoją pasję wspólnie, dzielić się wiedzą, a także wymieniać doświadczenia. Święto służy również popularyzacji „robótek ręcznych”, przez szerszą opinię publiczną, kojarzonych prawie wyłącznie ze starszymi paniami. Tymczasem młodsze panie, do których, mam nadzieję, nadal się jeszcze zaliczam, oraz panowie, niezależnie od wieku również odnajdują przyjemność w dzierganiu. Spotkania odbywają się w przestrzeni miejskiej, na ulicach, podwórkach, przy sklepach czy w parkach. Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych ma charakter oddolny i jest świętowany na całym świecie, między innymi w Australii, Chinach, Finlandii, Irlandii, Niemczech, Południowej Afryce, Szwecji, USA i Wielkiej Brytanii. W Polsce rękodzielnicy świętują lokalnie, najczęściej w kameralnym gronie. Podczas tych spotkań uczestnicy prezentują swoje projekty, uczą się posługiwać szydełkiem lub drutami, a także przygotowują lub montują instalacje yarnbombingowe.

Yarnbombing jest dziedziną sztuki zaliczaną do street artu i polega na ozdabianiu, ręcznie wykonanymi tkaninami, przestrzeni zewnętrznej. Jak na razie nie posiada konkretnej, polskiej nazwy. Często łączony jest z akcjami społecznymi, działaniami marketingowymi lub różnymi formami celebrowania wydarzeń historycznych i kulturalnych. Nurt zapoczątkowała Magda Sayeg, która ozdobiła szydełkową tkaniną klamkę swojego sklepu, a następnie ubrała znak drogowy. Założona przez nią grupa – Knitta Please, stworzyła niezliczoną wręcz ilość szydełkowych dekoracji ulicznych na całym świecie. Najsłynniejszą polską przedstawicielką yarnbombingu jest Agata Oleksiak, występująca pod pseudonimem Olek. Chociaż formalnie ten sposób ozdabiania otoczenia, o ile nie wiąże się z konkretną publiczną akcją, jest nielegalny, ze względu na łatwość usunięcia „dzierganego graffiti”, i znikomą szkodliwość nie jest postrzegany jako forma wandalizmu. Nikt w końcu nie zaprzeczy, że robienie na drutach i szydełkowanie raczej uspokaja niż wywołuje agresję. Głównym celem niektórych projektów yarnbombingowych jest wzajemnie zbliżenie i zapoznanie, uczestniczących w nim osób. Chociaż wcześniej tego nie robiłam, uznałam, że jest to coś dla mnie. Jak wyczytałam w Wikipedii: Przygotowywane wcześniej dzianiny mogą składać się z jednego lub większej liczby elementów, po czym zakładane są na docelowy przedmiot i mocowane za pomocą szydełka (…) Jednak, gdy sama spróbowałam, ta z pozoru błaha czynność okazała się dość uciążliwa, a elementy przestrzeni zwyczajnie nie chciały współpracować!

10 czerwca Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych obchodzono w całym Poznaniu. Biblioteka Domu Bajek oraz Fundacja Jak Malowana sprawiła, że podwórko przy ulicy Święty Marcin 37, zakwitło ferią barw. Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych otworzyło Czytando. Tym razem do twórczego czytania została wybrana książka Uriego Orleva – Babcia robi na drutach. Następnie odbyły się pokazy haftu, szydełkowania oraz robienia na drutach. Fundacja Promocji Dziewiarstwa i Tkactwa -Adnil oraz Spółdzielnia Socjalna FURIA prezentowały swoje wyroby. Panowała ogólna swoboda, którą mogłabym określić mianem twórczego chaosu. Osoby, które przyniosły, druty, włóczki i szydełka szybko zagłębiły się we własnym świecie, a dzieci bawiły się i śmiały, jak to dzieci. Czasem tylko kątem oka rejestrowałam chłopca w różowej czapce, którą wraz z innymi, wytworzonymi przeze mnie, rzeczami przyniosłam do pokazania. Na zakończenie wszyscy, którzy przyszli na podwórko przy ulicy Święty Marcin, w większy lub mniejszy sposób, zaangażowali się w jego ozdabianie, za pomocą wcześniej wykonanych tkanin. Wkrótce barierki, kraty i wszelkie dające się otulić elementy, nabrały koloru i miękkości. W trakcie wykonywania instalacji yarnbombingowych powstawały nowe pomysły na to jakby sobie ułatwić, to co tylko na początku wydawało się proste. Mała architektura zdawała się bowiem stawiać opór. Tym wszystkim zabiegom ze stoickim spokojem przyglądał się kot. Żadne bowiem stworzenia na tej ziemi nie potrafią tak dobrze wyrażać pobłażania z jednoczesnym brakiem zainteresowania i nutą pogardy, jak koty!

W następnym dniu, 11 czerwca, w niedzielę o 11:00 stawiłam się w Ogrodzie Wilda na kolejną odsłonę Dnia Dziergania w Miejscach Publicznych, który w tym przypadku został sfinansowany w ramach Wildeckich Inicjatyw Osiedlowych. Spakowałam torbę i ruszyłam wraz z drużyną uderzeniową w postaci: Misi, BajKota oraz dinozaura. Na miejscu od razu zostałam „rozpoznana”, jako bywająca w sklepie Moher. W ogrodzie tym razem pojawił się długi stół, na którym rozłożono rozmaite bogactwa, w postaci morza włóczek, drutów i szydełek. Zainteresowanych tą niezwykłą ucztą było wielu. Wśród nich znaleźli się ci, którzy na włóczkach zęby zjedli, ci którzy lubią dziergać koty, ptaki i inne, ale nie potrafią za bardzo tłumaczyć jak to robią, wielbiciele miniatur w kordonku oraz początkujący, ale pełni zapału fascynaci wyrobów włóczkowych. Przy stole zasiadła również Pola Kowalczyk – projektantka plecaków dla Blezer 1st/2nd hand – Second Hand Poznań & Online, której drugą pasją są druty. Każdy kto tylko znalazł się przy stole chwytał szydełko lub druty, wybierał motek i zaczynał tworzyć. Jest coś magicznie wciągającego w robótkach ręcznych. Jednocześnie magia ta nie wydziera człowieka rzeczywistości, gdyż szydełkowanie i robienie na drutach, wbrew pozorom sprzyjają… rozmowom. Wkrótce na stole pojawiały się kolejne włóczkowe kwiaty, które stały się motywem przewodnim yarnbombingowej instalacji w Ogrodzie Wilda. W tym czasie dzieci zaprosiły Misię i BajKota na przyjęcie, a dinozaur wyszedł na spacer. Na osnowie ze sznurka gospodynie Ogrodu Wilda pracowicie przetykały roślinny wątek. Na tej konstrukcji powoli wykwitały szydełkowe kwiaty, w pewnym momencie przyfrunęły ptaki, a nawet usiadł szydełkowy motyl. Gdy po powrocie obejrzałam filmową relację z Dnia Dziergania w Miejscach Publicznych w Ogrodzie Wilda, wydało mi się, że scena z zasnutym kolorowym włóczkami, stołem po środku ogrodu, ma w sobie coś z Alicji w Krainie Czarów. BajKot przyznał mi rację.

Motywy przędzenia i tkania często występują w mitach i baśniach. Penelopa tkała, oczekując Odyseusza, a Ariadna dzięki swej nici, pomogła Tezeuszowi odnaleźć drogę w Labiryncie Minotaura. Do tej pory nić Ariadny oznacza sposób na wyjście z trudnej sytuacji. Niewielu zdaje sobie sprawę jak niezwykły jest moment, kiedy spod palców, w których obracana jest włóczka, wychodzi konkretny kształt. Z rozplecionego kłębka wełny wykwita nagle kwiat, anioł, serwetka lub początek czapki. Zrobienie zabawki na szydełku lub swetra na drutach, wymaga czasu, troski i zaangażowania. Każda wykonana ręcznie rzecz to ogromny wkład pracy i cierpliwości, ale tylko ten kto spróbuje, wie ile satysfakcji daje zrobienie czegoś użytecznego, nawet niedoskonałego. Magia tej czynności została doskonale oddana w książce Uriego Orleva – Babcia robi na drutach, którą przeczytano na Czytandzie Biblioteki Domu Bajek. Bohaterka historii – tytułowa babcia, potrafi za pomocą drutów i kłębka włóczki wyczarować nie tylko ciepłe kapcie, ale także cały dom, łóżko, stół, a nawet dwoje wnucząt. Wkrótce okazuje się, że wełniane dzieci nie pasują do otaczającego ich świata. Rozczarowana babcia pruje więc cały wydziergany świat wraz z wnuczętami i rusza na poszukiwanie innego, bardziej przyjaznego miasteczka, które stanie się jej domem – Babcia w tym miasteczku na zawsze zostanie. Będzie robić na drutach i już nie przestanie. Surowe, groteskowe ilustracje Marty Ignerskiej, naszkicowane niby rozsnutymi nićmi, doskonale oddają charakter tej wieloznacznej opowieści. Nikt nie wie dokąd udała się babcia i gdzie jest teraz, chociaż warto przyjrzeć się Grace Brett ze Szkocji 😉

Historia babci z książki Uriego Orleva przypomniała mi meksykańską baśń o Rosario, którą opowiadała Aneta Cruz-Kąciak z Trzech Pomarańczy. Jej bohaterka była tkaczką, a wszystko co utkała stawało się rzeczywiste. W pewnym momencie zapragnęła męża. Utkała więc wymarzonego mężczyznę, ale ten zażyczył sobie pięknego domu, pól i owiec. Rosario, która marzyła jedynie o rodzinie i szczęściu przy boku ukochanego, tkała wszystko czego zażądał, jednak mężczyzna chciał coraz więcej. Gdy kobieta zrozumiała, że to do niczego nie prowadzi, spruła owce, pola, dom i męża. Niezwykłość tkaniny, polega na tym, że gdy popełni się błąd można ją spruć i zacząć od początku. Jednak, jak to zauważyła jedna z pań w Ogrodzie Wilda, czasem przy pruciu okazuje się, że włóczka już się zabrudziła. Podobnie nasze historie powstają albo z, wykorzystywanych już wcześniej, sprutych nitek poprzedniej tkaniny albo z tych, które trzeba dopiero utkać. Nie należy jednak się bać. Nić nas poprowadzi. Jak pisała Maria Pawlikowska-Jasnorzewska: Weszłam w Labirynt. Lecz niech imię Ariadny. Będzie mi dobrą wróżbą! Kłębek trzymam w ręce — Nitkę tam uwiązałam, na progu. Powrócę.

Źródło: http://quanna.pl/2016/08/yarn-bombing-czyli-jak-obszydelkowac-miasto.html

No Comments

Post A Comment