Baśnie wRóże | pisze się
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
18
archive,category,category-pisze-sie,category-18,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

pisze się

Dzielenie się ciekawymi ilustracjami znalezionymi w sieci może okazać się szalenie niebezpieczne. Prześliczna jest ta tęczowa pustynia! Po takiej mogłyby spacerować wielbłądorożce! Powinnaś napisać o tym bajkę. Powinnyśmy być jej głównymi bohaterkami. Mogłaby się tam także zaleźć płonąca przyczepa kempingowa z mojego snu. Historia powstała. Wprawdzie nie ma w niej przyczepy kempingowej, ale pożaru nie zabrakło. Teraz kiedy oficjalna wersja papierowa znalazła się w rękach inspiratorki opowieści, bajką przeznaczoną raczej dla dorosłych dzielę się z resztą świata, czyli z jakimiś trzema osobami, które czytają mojego bloga ;)

Nadeszła wiosna i jak to polska wiosna bywa, jest nieco kapryśna. Raz raczy nas słońcem, a raz traktuje chłodno i... mokro. Niezależnie do jej fanaberii powoli porzucam ciepłe swetry i fantazje o bałwanach śniegowych, a książki które wieją chłodem zamieniam na literaturę bardziej słoneczną.

Po stworzeniu Subiektywnego rankingu bajarki, zaczęłam zastanawiać się nad podobną listą dla dzieci w wieku od roku, do dwóch lat z plusem. Pracuję z dziećmi pomiędzy pierwszym, a trzecim rokiem życia, więc nie jest to dla mnie abstrakcja. Wkrótce okazało się, że to co początkowo wydawało się trudnym zadaniem, rzeczywiście takim było :)

Słodzić czy nie słodzić? Niektóre baśnie wydają nam się wyjątkowo gorzkie i już sama dłoń kieruje się w stronę cukierniczki. A może ta macocha wcale nie była taka zła, a wilk miał tylko gorszy dzień?

Na prośbę znajomego bibliotekarza, ułożyłam całkowicie subiektywny, wynikający w dużym stopniu z moich osobistych upodobań, wykaz dziesięciu lektur dla szkoły podstawowej. Ma on być wykorzystany w bliżej dla mnie nieokreślony sposób, gdyż tajniki zawodu bibliotekarza są mi obce. Jednakże postanowiłam się podzielić wynikami burzy, która rozpętała się w mojej głowie, gdy zaczęłam zastanawiać się nad książkami, mającymi wejść w skład owej listy.

Czas to dziwna rzecz. Zdarza się, że wycieka z naszej egzystencji wartkim strumieniem, by za chwilę dłużyć się w nieskończoność. Zwykle w momentach gdy minuta wlecze się za minutą daje znać o sobie mój zmysł obserwacyjny. W swoim własnym mniemaniu nadawałabym się na szpiega, zwłaszcza że opanowałam również pewien stan niewidzialności, polegający na przybieraniu niezbyt inteligentnego wyrazu twarzy. Dzięki temu mogę spokojnie śledzić to co dzieje się wokół mnie, bez zwracania na siebie większej uwagi.

Boże Narodzenie ma w sobie coś z baśni. Niesie ze sobą nadzieję na spełnienie marzeń. Media ze wszystkich stron, przekonują, że Boże Narodzenie to czas radosny, w którym spotykamy się z rodziną, otrzymujemy prezenty i... i co? No właśnie co? Reklamy bombardują obrazkami zastawionych stołów, przy których siedzą uśmiechnięci ludzie oraz rozświetlonych ogromnych choinek, otoczonych prezentami. Marzenia te co roku są na nowo rozniecane i podsycane. Nic dziwnego, że Boże Narodzenie to przede wszystkim okres wielkich oczekiwań. Jednak konfrontacja z rzeczywistością może być bolesna. Przez pogoń za snem o wymarzonych świętach, w czasie których wreszcie będzie cudownie, zerwane więzi zostaną odbudowane i wszystko zmieni się na lepsze, nawet nie zauważamy, że umyka nam coś istotnego. Dostrzegł to już Hans Christian Andersen.