Baśnie wRóże | opowiadania
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
78
archive,category,category-opowiadania,category-78,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

opowiadania

CIĄG DALSZY NASTĘPUJE :)

Ruszyła za Lucjanem. Nad głowami odchodzących pojawiła się subtelna, różowa smużka. Beata i Marysia skierowały kroki ku pluszowej kanapie. Marysia przywitała się z pozostałymi przyjaciółkami. Oklapła ciężko obok Miłki i uśmiechnęła się promiennie.

CIĄG DALSZY NASTĘPUJE :)

Nie to, co Anna. Aldona popatrzyła z niesmakiem na jej długie nogi. Anna trącała noskiem czarnego czółenka brzeg tabaczkowej narzuty fotela, na którym rozpierała się Aldona. Opowiadała właśnie o kolejnym projekcie, który realizowała w pracy. W końcu, o czym miała opowiadać, skoro była sama. Miłka i Beata wtrącały różne bzdurne uwagi. Aldona skrzywiła się niechętnie. Była zwyczajnie głodna. Żałowała, że nie zapakowała sobie batonika. Aldona kochała jeść.

CIĄG DALSZY NASTĘPUJE :) Żadna z przyjaciółek nie zapytała Beaty, dlaczego nie zwróciła uwagi kelnerce. Wiedziały, że  nigdy by tego nie zrobiła. Zapewne teraz zastanawiała się nad roztargnieniem i zapracowaniem, Anieli, które doprowadziły do pozostawienia burego zacieku na porcelanie. Beata była niezwykle empatyczną osobą. Zawsze myślała o tym, co czują inni, i dociekała psychologicznych przyczyn nawet najbardziej chamskich zachowań. Wszystkie doskonale wiedziały jaka była Beata.

Znów spotkały się w Czyśćcu. Właściwie same nie wiedziały, dlaczego akurat to miejsce wybrały na swoje cotygodniowe, babskie plotki. Lokal zaproponowała Miłka, twierdząc, że ma klimat. Annie nigdy się nie podobał. Jednak Beata i Aldona wyraziły swój zachwyt, jak to określiły, staroświeckim wystrojem. Natomiast Marysi zawsze było wszystko jedno. Tak utknęły w Czyśćcu.

W Nokumbrze zawsze panował mrok. Stare baśnie mówiły o Jasnym Świecie, oświetlanym przez dwa obiekty, które wędrując po sklepieniu, wyznaczały bieg czasu. Ich opisy przetrwały w opowieściach i niezmiennie fascynowały mieszkańców Nokumbry, znających jedynie blask ognia.

Bajkowa opowieść z pogranicza snu. Titót istnieje naprawdę, a przynajmniej istnieje w wyobraźni, a to już coś. Swego czasu dojeżdżał tam kartonowy pociąg, do powstania którego przyczyniłam się osobiście. "Pawełek wyjrzał przez okno. Kłęby kurzu powoli opadały. Jego drobinki migotały w słońcu. Chłopiec zmrużył oczy. W końcu udało mu się dostrzec przekrzywioną tablicę z nazwą stacji. Przeliterował napis - Titót."

Prawie rok temu napisałam krótkie opowiadanie, które okazało się przepowiednią. Osoba będąca pierwowzorem panny Moniki okrzyknęła mnie Kasandrą, ale zezwoliła na publikację :)

Nie należę do rannych ptaszków, więc zerwanie się z łóżka o godzinie 5:00 w sobotę było dla mnie nie lada wyczynem. Jednak o szóstej zaspana i nieprzytomna stałam na Placu Kolegiackim, otulając się miękkim żakietem. Alicja spóźniała się.