Baśnie wRóże | opowiadania
Baśnie wRóże. Prowadzę warsztaty bibio- i bajko- terapeutyczne, w których chcę pobudzać do twórczego myślenia oraz rozwijać umiejętności fantazjowania. Fantazjowanie pozwala nam bowiem dostrzegać pozytywne strony życia, cieszyć się małymi rzeczami i dostrzegać piękno tam, gdzie inni go nie widzą.
storytelling, bajki, baśnie, Poznań, Wielkopolska, opowiadanie, dziecięce fantazje
78
archive,category,category-opowiadania,category-78,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

opowiadania

W Nokumbrze zawsze panował mrok. Stare baśnie mówiły o Jasnym Świecie, oświetlanym przez dwa obiekty, które wędrując po sklepieniu, wyznaczały bieg czasu. Ich opisy przetrwały w opowieściach i niezmiennie fascynowały mieszkańców Nokumbry, znających jedynie blask ognia.

Bajkowa opowieść z pogranicza snu. Titót istnieje naprawdę, a przynajmniej istnieje w wyobraźni, a to już coś. Swego czasu dojeżdżał tam kartonowy pociąg, do powstania którego przyczyniłam się osobiście. "Pawełek wyjrzał przez okno. Kłęby kurzu powoli opadały. Jego drobinki migotały w słońcu. Chłopiec zmrużył oczy. W końcu udało mu się dostrzec przekrzywioną tablicę z nazwą stacji. Przeliterował napis - Titót."

W opowieści o O chorym koniu, miedzianym polu, srebrnym lesie i złotym sadzie starałam się zawrzeć najbardziej  charakterystyczne elementy baśni, takie jak trzykrotne powtórzenia, motyw wędrówki oraz metalizację. W historii, w dużych ilościach wystąpili: długobrodzi starcy, magiczne przedmioty i zwierzęcy pomocnicy! Tą baśniową zupę dedykuję miłośniczce koni Oli Kliber, która nadała właściwy kształt stronie - Baśnie wRóże. Zapamiętałam, że chciała by na blogu pojawiało się jak najwięcej bajek i opowiadań mojego autorstwa. Mam nadzieję, że jej nie rozczarowuję :)

Prawie rok temu napisałam krótkie opowiadanie, które okazało się przepowiednią. Osoba będąca pierwowzorem panny Moniki okrzyknęła mnie Kasandrą, ale zezwoliła na publikację :)

Nie należę do rannych ptaszków, więc zerwanie się z łóżka o godzinie 5:00 w sobotę było dla mnie nie lada wyczynem. Jednak o szóstej zaspana i nieprzytomna stałam na Placu Kolegiackim, otulając się miękkim żakietem. Alicja spóźniała się.